Unikatowy egzemplarz trafił na rynek
Jeden z pierwszych prototypów Ursusa U-310, oznaczony numerem fabrycznym 02, został wystawiony na sprzedaż. Ciągnik powstał w 1971 roku w Zakładzie Doświadczalnym Ciągników Rolniczych w Ursusie i miał zostać przetopiony w hucie, gdy zrezygnowano z dalszego rozwoju serii U. Dzięki staraniom ówczesnego właściciela maszyna uniknęła złomowania i przez ponad trzy dekady służyła w gospodarstwach warzywniczych w okolicach Brwinowa.
Historia, która mogła zakończyć się w hucie
Po decyzji o zaniechaniu prac nad rodziną U prototypy trafiły do likwidacji. Ciągnik z numerem 02 był już załadowany na samochód zmierzający w stronę punktu zbiórki złomu w Pruszkowie. Jak wspomina obecny właściciel, rolnik z okolic Brwinowa, uratowanie maszyny wymagało wówczas odpowiednich kontaktów i możliwości. Ostatecznie egzemplarz nie trafił do huty, lecz rozpoczął wieloletnią eksploatację w trzech gospodarstwach rodzinnych.
Praca w warzywnictwie i modyfikacje
U-310 wykorzystywano głównie do prac międzyrzędowych, gdzie liczyły się zwrotność i precyzja. Z tego powodu kilkakrotnie zmieniano ogumienie – obecnie ciągnik porusza się na wąskich kołach, aby nie uszkadzać roślin. Do przystosowania maszyny użyto prawdopodobnie obręczy od Zetora, a zdaniem właściciela powrót do szerszych kół nie powinien być problemem, ponieważ mocowanie felg jest zgodne z rozwiązaniem z Ursusa C-330. Ciągnik regularnie pracował do 2008 roku, później był przechowywany pod dachem, a silnik uruchamiano kilka razy w roku.
Jak wypada w porównaniu z C-330?
Właściciel, pan Mieczysław, porównuje U-310 do popularnego C-330 i radzieckiego Władimirca T-25, określając różnicę jako „jak między maluchem a lepszym, eksportowym Polonezem”. Docenia przede wszystkim komfort obsługi: synchronizowaną skrzynię biegów z trójzakresowym reduktorem (dziewięć przełożeń do przodu i trzy wsteczne), lekkie sprzęgło, które można wcisnąć dwoma palcami, oraz wygodne sterowanie wałkiem odbioru mocy. Dźwignia WOM umieszczona po lewej stronie kierownicy pozwalała na zatrzymanie napędu bez zatrzymywania ciągnika, co znacznie ułatwiało nawroty na polu.
Trwałość i rozwiązania konstrukcyjne
Rolnik chwali także trwałość podzespołów. Przednia oś o dużym rozstawie punktów podparcia – według niego ponad pół metra – przez lata nie wykazywała nadmiernych luzów. Tylne zwolnice z łożyskami stożkowymi również nie sprawiały problemów z hałasem i luzami typowymi dla zużytych C-330. Ciekawym rozwiązaniem był zbiornik paliwa zintegrowany z odlewanym korpusem pośrednim przed skrzynią biegów, co chroniło go przed uszkodzeniami i lepiej wykorzystywało przestrzeń. Wiele elementów pochodziło z produkowanych seryjnie podzespołów, co ułatwiało utrzymanie maszyny w ruchu.
Konstruktor z pasją
Właściciel Ursusa to nie tylko użytkownik, ale i konstruktor maszyn rolniczych – zbudował ich 16, z których część działa do dziś bez napraw. Jedną z pierwszych była zbieraczka do cebuli, powstała na bazie przebudowanej kopaczki elewatorowej do ziemniaków. Wykorzystał w niej drewniane szczebelki z brzozy i aluminiowe nity. Maszyna wzbudzała sensację – zatrzymywali się przechodnie i rowerzyści, aby zobaczyć, jak cebula z ziemi trafia na przyczepę. Rozwiązaniem zainteresował się jeden z Państwowych Ośrodków Maszynowych w rejonie Skierniewic, gdzie na jego podstawie zaczęto budować podobne konstrukcje.
Dlaczego U-310 nie wszedł do produkcji?
Rodzina U została opracowana pod koniec lat 60. w ZDCR pod kierownictwem Bogumiła Bajdeckiego i Henryka Szczygła. Program zakładał cztery modele o mocach od 30 do 75 KM, zunifikowane pod względem konstrukcji. Badania prototypów dawały obiecujące wyniki, a zainteresowanie wyrażała nawet francuska firma Renault. Ostatecznie jednak władze PRL zdecydowały się na licencję zagraniczną – w 1972 roku wstrzymano prace nad serią U, a we wrześniu 1974 roku podpisano umowę z Massey Fergusonem. Zdaniem wielu konstruktorów była to niewykorzystana szansa dla polskiej myśli technicznej.
Co obejmuje sprzedaż?
Obecnie U-310 z numerem 02 ponownie szuka właściciela. Zachował oryginalne główne zespoły: silnik S24, skrzynię przekładniową, tylny most i podnośnik hydrauliczny, a także pompę wtryskową i rozrusznik Bosch. Nie wszystkie elementy są jednak zgodne z pierwotną konfiguracją – maska pochodzi prawdopodobnie z modelu C-362, brak fabrycznej kabiny, a ogumienie dostosowano do upraw warzywnych. Zamontowany jest ładowacz czołowy. Wraz z ciągnikiem sprzedawana jest oryginalna instrukcja obsługi rodziny U-310 i U-510 wydana przez ZDCR. Właściciel zapewnia, że silnik uruchamia się bez problemów. Cena wynosi 99 tys. zł.
Historia tego egzemplarza pokazuje, że prototypy, które miały pozostać jedynie eksperymentem, potrafiły przez lata udowadniać swoją wartość w codziennej pracy. Być może nowy nabywca doceni nie tylko walory kolekcjonerskie, ale i niezwykłe losy maszyny.
