W Brukseli coraz wyraźniej widać zmianę nastawienia do przyszłości motoryzacji. Komisja środowiska Parlamentu Europejskiego poparła kompromis, który może pozwolić na dalszą sprzedaż części samochodów z silnikami spalinowymi po 2035 roku. To sygnał, na który czekali zarówno kierowcy, jak i producenci obawiający się kosztów szybkiej elektryfikacji.
Od stuprocentowej redukcji do 87,5 proc.
Obowiązujące przepisy zakładają, że od 2035 roku średnia emisja CO₂ nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych ma zostać zredukowana o 100 proc. względem poziomu z 2021 roku. W grudniu 2025 roku Komisja Europejska zaproponowała obniżenie tego celu do 90 proc. Teraz europosłowie z komisji środowiska poszli o krok dalej – według popartego kompromisu producenci mogliby korzystać z mechanizmów kompensacyjnych pozwalających na redukcję emisji do poziomu 87,5 proc.
Wśród proponowanych rozwiązań wymienia się m.in. wykorzystanie niskoemisyjnej stali produkowanej w Unii Europejskiej. W praktyce mogłoby to umożliwić dalszą sprzedaż części aut benzynowych, diesli oraz hybryd, choć koncerny nadal musiałyby spełniać wymagające normy średniej emisji w całej sprzedawanej flocie.
Dlaczego Bruksela zmienia kurs?
Europejski przemysł motoryzacyjny od dłuższego czasu zmaga się z rosnącą konkurencją ze strony chińskich producentów aut elektrycznych, wysokimi kosztami przestawiania fabryk oraz niepewnym tempem wzrostu popytu na elektryki. Branża ostrzega, że zbyt szybkie odejście od silników spalinowych może zagrozić konkurencyjności europejskich zakładów i miejscom pracy.
Motoryzacja jest jednym z filarów gospodarek Niemiec, Francji, Włoch, Czech, Słowacji i Polski. Zwolennicy złagodzenia przepisów przekonują, że transformacja powinna uwzględniać realne możliwości producentów i konsumentów. Przeciwnicy ostrzegają z kolei, że osłabienie celów klimatycznych może spowolnić rozwój elektromobilności.
Firmowe floty bez przymusu?
Zmiany mogą dotyczyć także pojazdów wykorzystywanych przez przedsiębiorstwa. Komisja Europejska proponowała wcześniej obowiązkowe cele udziału aut elektrycznych i niskoemisyjnych w nowych rejestracjach dużych firm. Teraz komisje środowiska i transportu PE opowiedziały się za odejściem od sztywnych obowiązków – cele dotyczące elektryfikacji flot miałyby mieć charakter niewiążący. Dla przedsiębiorców oznaczałoby to większą swobodę w wyborze pojazdów.
Co to oznacza dla polskich kierowców i rolników?
Dyskusja ma szczególne znaczenie dla mieszkańców terenów wiejskich, gdzie samochód pozostaje podstawowym środkiem transportu, a dostęp do ładowarek jest ograniczony. Dla rolników istotna jest możliwość korzystania z samochodów dostawczych, pick-upów i pojazdów użytkowych. Warto podkreślić, że omawiane regulacje dotyczą nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych – nie oznaczają zakazu użytkowania już posiadanych aut spalinowych ani nie obejmują ciągników rolniczych i maszyn wykorzystywanych w gospodarstwach.
Kiedy zapadnie ostateczna decyzja?
Głosowanie w komisji środowiska to dopiero etap procesu legislacyjnego. W połowie grudnia 2026 roku nad propozycją ma głosować cały Parlament Europejski. Następnie konieczne będzie uzgodnienie kształtu regulacji z Radą UE, a negocjacje mają być kontynuowane w 2027 roku. Dopiero przyjęcie nowych przepisów przez unijne instytucje oznaczałoby formalną zmianę obowiązującego celu redukcji emisji od 2035 roku.
Decyzja komisji środowiska pokazuje, że podejście Unii do transformacji motoryzacji wyraźnie się zmienia. Dalsza sprzedaż samochodów spalinowych po 2035 roku staje się realnym scenariuszem, ale nie jest jeszcze przesądzona.
