Tomasz Bąk, rolnik z województwa wielkopolskiego, prowadzi rodzinne gospodarstwo o powierzchni 100 hektarów w miejscowości Kruczynek, w gminie Nowe Miasto nad Wartą (powiat średzki). Jest trzecim pokoleniem, które utrzymuje się z hodowli trzody chlewnej w cyklu otwartym (300 sztuk) oraz bydła opasowego rasy charolaise (około 50 sztuk).
Projekt planu ogólnego zagraża rozbudowie
Rolnik obawia się, że jeśli propozycja planu ogólnego przygotowana przez Urząd Gminy w Nowym Mieście nad Wartą zostanie przyjęta, rozbudowa siedliska stanie się niemożliwa. Działka ma 2 hektary, co teoretycznie pozwalałoby na dalszą infrastrukturę, ale nowe zapisy mogą to uniemożliwić.
„Jeśli plan ogólny zostanie przyjęty w formie, w której został nam przedstawiony, to już nigdy, nic nie będziemy mogli zbudować” – mówi Bąk.
Rolnik nie zdążył jeszcze postawić silosów na kiszonkę ani wylać płyty obornikowej, której wymaga Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Brak tych inwestycji może skutkować karami finansowymi.
Przyszłość gospodarstwa i rodziny
Bąk podkreśla, że decyzje o przyszłości gospodarstwa powinny należeć do niego, a nie do urzędników. Jego córka, ucząca się w technikum weterynaryjnym, chciałaby przejąć gospodarstwo. Niestety, nawet postawienie hali namiotowej może okazać się niemożliwe.
„Myślałem, że córka będzie prowadzić to gospodarstwo i że może coś dostawimy, jak sytuacja finansowa się poprawi, a wychodzi na to, że nawet hali namiotowej nie będziemy mogli postawić” – dodaje rolnik.
Trudna sytuacja w hodowli trzody chlewnej
Bąk zwraca uwagę na niską opłacalność produkcji trzody chlewnej. Prosię kosztuje 400 zł, a tucznik sprzedawany jest po 4,00 zł/kg. Rolnik utrzymuje świnie głównie z tradycji, ale przewiduje, że do grudnia cena może spaść do 3,00 zł/kg.
„Trzymam te świnie dla tradycji, bo ten, kto raz je zlikwiduje, już do tego nie wraca” – twierdzi.
W gminie coraz mniej gospodarstw zajmuje się hodowlą, a nowe ograniczenia mogą całkowicie zahamować rozwój tych, które jeszcze funkcjonują.
Hodowla bydła mięsnego i nadzieje na przyszłość
Równolegle Bąk rozwija hodowlę bydła mięsnego rasy charolaise, ale na razie skupia się na powiększaniu stada, co nie przynosi dużych zysków. Rolnik ma nadzieję, że w 2026 roku zarobi na uprawie kukurydzy. Ostatni raz zadowalające zyski z produkcji rolnej osiągnął ponad 6 lat temu.
„Karzą nas za to, że dużo robimy. Im więcej robimy, tym bardziej nas karzą” – komentuje.
Obawy o przyszłość i praca poza gospodarstwem
Bąk nie wyklucza, że jeśli sytuacja się nie poprawi, będzie musiał szukać pracy na etacie. Dotychczas utrzymywał się wyłącznie z gospodarstwa.
„Jeśli zlikwiduję gospodarstwo, to gdzieś będę musiał pójść do pracy. Mogę iść pracować do kogoś, ale wtedy mogę też zabrać pracę temu przysłowiowemu miastowemu i tego już nikt nie rozumie” – kończy.
Rolnik czeka na ostateczny kształt planu ogólnego i liczy, że gmina uwzględni argumenty rolników. Zapytaliśmy Urząd Gminy w Nowym Mieście nad Wartą o stanowisko w tej sprawie – odpowiedź opublikujemy, gdy tylko ją otrzymamy.
