Brytyjski startup Meatly, działający w sektorze mięsa hodowlanego, uruchamia nowy zakład produkcyjny wyposażony w zbiorniki o pojemności 20 000 litrów. Firma chce w ten sposób dowieść, że produkcja na skalę przemysłową może być opłacalna ekonomicznie. Meatly, które w tym roku pozyskało 10,4 mln funtów w rundzie Series A, planuje przenieść się do nowego obiektu w najbliższych tygodniach. Jak podkreśla CEO Owen Ensor, projekt wymaga jedynie 3–4 mln funtów nakładów inwestycyjnych – to ułamek kwot, jakie na podobne cele wydawały firmy z pierwszej fali rozwoju tego sektora.
Druga fala, inne podejście
Ensor w rozmowie z AgFunderNews podczas szczytu Future Food-Tech w Londynie zaznaczył, że Meatly ma szczęście należeć do „drugiej fali” firm zajmujących się mięsem hodowlanym. Jego zdaniem branża przez ostatnią dekadę udowodniła już, że produkty mogą być smaczne, możliwe do skalowania i dopuszczone do obrotu regulacyjnego. Wciąż jednak nie udało się osiągnąć parytetu cenowego z tradycyjnym mięsem – i to jest obecnie największe wyzwanie.
„To, co zrobiło wiele wczesnych firm, to budowanie na ambicji, a nie na fundamentach technicznych. My spędziliśmy cztery lata w małym laboratorium, szukając najniższego możliwego kosztu” – powiedział Ensor.
20 000 litrów jako punkt zwrotny
Nowy zakład Meatly ma docelowo pozwolić na prowadzenie procesów w bioreaktorze o pojemności 2000 litrów oraz w zbiorniku 20 000 litrów. Ensor określa ten poziom jako „punkt zwrotny” – jeśli uda się osiągnąć opłacalność w jednym zbiorniku, będzie można uruchomić wiele takich jednostek równolegle. Firma zakłada, że w ciągu najbliższych dwóch lat udowodni rentowność jednostkową przy skali 20 000 litrów.
Meatly nie planuje finansować rozbudowy z kapitału własnego. Rozważa finansowanie dłużne, projektowe lub model joint venture z producentem karmy dla zwierząt. Jak zauważa Ensor, podobne skale – 20 000, a nawet 30 000 litrów – osiągnęły już inne podmioty, m.in. australijskie Vow Foods oraz firmy biopharma, co potwierdza, że jest to wykonalne.
Dlaczego karma dla zwierząt?
Meatly koncentruje się na rynku pet food, który – jak podkreśla CEO – dynamicznie rośnie i sięga po coraz bardziej premium produkty. Firma współpracuje z Pets at Home, największym brytyjskim detalistą w tej branży, który jest jednym z jej najwcześniejszych inwestorów. Aby produkt trafił do masowego odbiorcy, koszt musi spaść poniżej 10 funtów za kilogram. „Nie chcemy skalować procesu, który kosztuje 50 czy 100 funtów za kilogram i nadaje się tylko do restauracji z gwiazdką Michelin” – mówi Ensor.
Oferta Meatly dla producentów karmy opiera się na korzyściach konsumenckich – zrównoważonym rozwoju, dobrostanie zwierząt i zdrowiu (bez antybiotyków, sterydów i hormonów) – oraz komercyjnych: kontrolowanym, identyfikowalnym łańcuchu dostaw i 24-miesięcznym okresie przydatności do spożycia, znacznie dłuższym niż w przypadku tradycyjnego mięsa.
Kontekst rynkowy
Sektor mięsa hodowlanego zmaga się z ograniczonym finansowaniem – inwestorzy coraz częściej kierują kapitał do AI, a foodtech, zwłaszcza w tym segmencie, notuje spadki. Mimo to Meatly pozyskało środki od inwestorów takich jak JamJar Investments, Oyster Bay Capital, Clean Growth Fund oraz Agronomics i Jima Mellona. Firma podkreśla, że jej strategia opiera się na prostocie, skupieniu na kluczowych wyzwaniach technicznych i szybkości działania – dzięki temu udało się wprowadzić pierwszy europejski produkt z mięsa hodowlanego, wydając 5 mln funtów, a nie 500 mln.
Ensor zwraca uwagę, że wyzwania, o których mówiono dekadę temu – ograniczona dostępność gruntów, zmienność łańcuchów dostaw mięsa – pozostają aktualne. Jego zdaniem w perspektywie 5–10 lat, wraz z nasilaniem się tych ograniczeń, identyfikowalne i kontrolowane metody produkcji staną się coraz bardziej atrakcyjne.
