W gospodarstwie Kacpra Piechoty z Lubasza w Wielkopolsce sorgo pojawiło się nie z mody, lecz z konieczności. Brakowało paszy, a słabe gleby nie dawały gwarancji stabilnych plonów. Dziś roślina zajmuje około 30 hektarów i stała się stałym elementem płodozmianu.
Od 6,5 do 30 hektarów
Pierwsza próba uprawy sorgo objęła 6,5 hektara. Wyniki okazały się na tyle dobre, że w kolejnym sezonie powtórzono zasiew na tej samej powierzchni. Po dwóch udanych latach areał zwiększono do około 30 hektarów. To jednak powierzchnia docelowa – dalsze powiększanie plantacji uniemożliwia płodozmian.
Na słabszych glebach gospodarstwo stosuje trójpolówkę: sorgo, słonecznik i żyto. Taki układ pozwala zachować strukturę produkcji oraz zabezpieczyć gospodarstwo w słomę. Dodatkową korzyścią jest rozłożenie prac polowych – zamiast kumulacji obowiązków w okresie żniw, zajęcia rozciągają się od wiosny do jesieni.
Termin siewu kluczowy dla powodzenia
Sorgo jest wrażliwe na chłody, dlatego Kacper Piechota woli opóźnić siew niż go przyspieszać. Wysiew odbywa się około 5–6 maja, w zależności od temperatury gleby i pogody. Rolnik chce, aby wschody przypadły po tzw. zimnych ogrodnikach, czyli po 10–15 maja. Nawet temperatura bliska 0°C może uszkodzić młode rośliny.
Przygotowania zaczynają się już po zbiorze żyta, gdy wysiewane są międzyplony. Ich zadaniem jest ograniczenie przesychania lekkiej gleby. Dzięki okrywie roślinnej wiatry nie wysuszają ziemi tak intensywnie, a wilgoć utrzymuje się dłużej.
Odchwaszczanie i ochrona – największe wyzwania
Najtrudniejszym elementem uprawy sorgo okazuje się odchwaszczanie. Zarejestrowane są tylko dwa środki, a niektóre rozwiązania stosowane w kukurydzy mogą sprawdzać się również w sorgo – pod warunkiem zachowania ostrożności i konsultacji z firmą nasienną. Największe problemy sprawiają szarłat i chwastnica jednostronna. Z chwastami dwuliściennymi gospodarstwo radzi sobie łatwiej.
Ponieważ dostępnych herbicydów jest niewiele, a sama pendimetalina nie rozwiązuje problemu, rolnik rozważa mechaniczne odchwaszczanie. Gospodarstwo prowadzi rozmowy z firmami zajmującymi się pielnikami i planuje w kolejnych sezonach mocniej postawić na pielęgnację mechaniczną.
Jeśli chodzi o szkodniki, sorgo nie wymaga na razie intensywnej ochrony. Największym obserwowanym problemem są dziki, które wchodzą w plantację dopiero wtedy, gdy w okolicy nie ma już kukurydzy ani słonecznika. Twarde łodygi nie są dla nich szczególnie atrakcyjne. Chorób grzybowych dotychczas nie zaobserwowano, choć wraz ze wzrostem powierzchni uprawy rolnik nie wyklucza pojawienia się patogenów, w tym omacnicy.
Nawożenie podobne jak w kukurydzy
Pod względem nawożenia sorgo nie wymaga zupełnie innego podejścia niż kukurydza. Podstawą w gospodarstwie jest gnojowica świńska w dawce około 30 m³/ha. Jeśli stanowisko jest mocno wyczerpane z azotu, dodatkowo stosuje się około 30 kg N/ha w nawozie mineralnym. Fosfor i potas uzupełniane są głównie poprzez gnojowicę.
Koszty uprawy i zbiór
Największym pojedynczym wydatkiem jest materiał siewny – około 550–630 zł/ha w zależności od firmy i obsady. Odchwaszczanie to koszt rzędu 300 zł/ha. Łącznie dwa podstawowe wydatki sięgają około 850 zł/ha. Pozostałe koszty zależą od posiadanego parku maszynowego.
Do zbioru sorgo nie potrzeba specjalistycznego kombajnu – wystarczy standardowy kombajn zbożowy ze zwykłym hederem. Jak wspomina rolnik, nawet zwykły Bizon radził sobie bez problemu. Wilgotność ziarna przy zbiorze wynosi standardowo około 18%, a najwyższa zanotowana to 23%. Dla porównania kukurydza bywa zbierana przy wilgotności 30–35%, co oznacza potencjalnie niższe koszty suszenia.
Rynek zbytu – najważniejszy warunek
Sorgo nie jest rośliną, którą warto siać bez zastanowienia. Powierzchnia uprawy w Polsce jest niewielka, a możliwości sprzedaży ziarna ograniczone. Dlatego Kacper Piechota ostrzega: jeśli nie ma podpisanej umowy kontraktacyjnej przed siewem, lepiej nie wchodzić w tę uprawę – chyba że gospodarstwo wykorzysta ziarno we własnej produkcji.
W jego gospodarstwie większość sorgo trafia do własnej bazy paszowej. Część ziarna sprzedawana jest hodowcom gołębi. To opłacalny kierunek, ale wymaga dodatkowej pracy związanej z przygotowaniem i workowaniem ziarna. Sprzedawane są niewielkie partie – około 1–2 tony. Firmy produkujące mieszanki dla gołębi również kupują sorgo od rolników, jednak kontrakt i ustalenia powinny zostać zawarte przed siewem, ponieważ odbiorcy mogą wymagać konkretnych odmian.
Trzy zasady przed rozpoczęciem uprawy
Dla rolników rozważających uprawę sorgo Kacper Piechota ma trzy podstawowe rady:
- Najpierw znajdź zbyt – nie warto siać sorgo tylko dlatego, że jest odporne na trudne warunki. Jeśli gospodarstwo nie wykorzysta ziarna lub paszy we własnej produkcji, trzeba wcześniej znaleźć odbiorcę.
- Zaplanuj sorgo w płodozmianie – roślina musi mieć swoje miejsce w strukturze zasiewów. Rolnik przekonał się o tym, gdy po pierwszej plantacji sorgo wysiał żyto. – To był listopad i to był bardzo zły pomysł. Bo żyto nie lubi tak późnego siewu – wspomina.
- Zachowaj wilgoć – to prawdopodobnie najważniejsza rada przy uprawie sorgo na lekkich glebach. Rolnik przywołuje przykład znajomego, który zaorał pole w majówkę, pozostawił je w ostrej skibie na kilka dni, a następnie wysiał sorgo. Roślina nie poradziła sobie, bo gleba straciła wilgoć. – Jeżeli chcemy orać, to zróbmy to tak, żeby zachować wilgoci jak najwięcej. Ja bym polecał jednak siew prosto w mulcz, żeby tej wilgoci cokolwiek tam zostało w ziemi – wyjaśnia.
Kiedy sorgo opłaca się bardziej niż kukurydza?
Kacper Piechota nie twierdzi, że sorgo powinno całkowicie zastąpić kukurydzę. Jego zdaniem wszystko zależy od stanowiska. – W takich warunkach, gdzie kukurydza się nie opłaca lub bardzo rzadko się opłaca, wtedy sorgo jak najbardziej. To naprawdę roślina, która pozwoli nam obniżyć koszty – mówi.
Sorgo może w dobrym roku dać nieco niższy wynik niż kukurydza na najlepszych stanowiskach, ale jego mocną stroną jest stabilność w trudniejszych warunkach. Jeśli uprawa kukurydzy jest opłacalna, zmiana na sorgo nie musi mieć ekonomicznego uzasadnienia. Wyjątkiem może być sytuacja, gdy gospodarstwo ma atrakcyjny rynek zbytu, np. na ziarno przeznaczone do mieszanek dla gołębi.
– Tam, gdzie kukurydza wychodzi nam dobrze, to myślę, że w sorgo nie ma sensu się pakować, jeżeli nie mamy dobrego źródła zbytu – podsumowuje Piechota.
W gospodarstwie Piechoty 30 hektarów sorgo stało się elementem całego systemu produkcji, a nie pojedynczym eksperymentem. Roślina wpisuje się w płodozmian ze słonecznikiem i żytem, zabezpiecza bazę paszową, rozkłada prace polowe w czasie i przy wykorzystaniu własnego sprzętu pozwala ograniczyć nakłady. Najważniejszy wniosek jest jednak prosty: sorgo warto rozważyć przede wszystkim tam, gdzie kukurydza zaczyna przegrywać ekonomicznie z warunkami stanowiska.
Fot. Pexels / Freddy
