Choć dzieliły je tysiące kilometrów i odmienne realia polityczne, Polska i Argentyna w podobnym czasie sięgnęły po tę samą sprawdzoną konstrukcję – niemieckiego Lanz Bulldoga D 9506. W efekcie na polskich i południowoamerykańskich polach pojawiły się bliźniacze maszyny: Ursus C-45 oraz Pampa T01. To fascynujący przykład, jak jeden projekt potrafi zaadaptować się do skrajnie różnych warunków.
Polityczny impuls do budowy własnego ciągnika
W Argentynie pomysł narodowej maszyny narodził się na szczytach władzy. Prezydent Juan Domingo Perón, dążąc do uniezależnienia przemysłu, obiecał rolnikom dostarczenie argentyńskiego ciągnika w zaledwie 90 dni. Zadanie powierzono państwowemu koncernowi IAME z Córdoby, który dotychczas specjalizował się w produkcji lotniczej i wojskowej. Inżynierowie rozebrali dostarczony egzemplarz Lanza na części, odtworzyli dokumentację i przygotowali formy odlewnicze. Pierwsza seryjna Pampa T01 zjechała z taśmy w 1952 roku.
W Polsce historia potoczyła się podobnie, choć w innych warunkach ekonomicznych. Warszawskie Zakłady Mechaniczne Ursus rozpoczęły produkcję modelu C-45 już w 1947 roku. Maszyna miała być trzonem floty Państwowych Gospodarstw Rolnych i wspomóc odbudowę wsi po wojennych zniszczeniach.
Charakterystyczna jednostka napędowa
Obie adaptacje zachowały najbardziej rozpoznawalny element oryginału – leżący, jednocylindrowy silnik dwusuwowy z głowicą żarową o pojemności przekraczającej 10 litrów. Taka konstrukcja cechowała się minimalną liczbą części ruchomych i brakiem skomplikowanych układów. Proces spalania odbywał się w rozgrzanej gruszce żarowej, a uruchomienie wymagało podgrzania jej lampą lutowniczą, a następnie użycia kierownicy jako korby rozruchowej. Zaletą była wszechstronność paliwowa – maszyny mogły pracować na oleju napędowym, nafcie, mazucie, a nawet surowym oleju roślinnym.
Różnice w szczegółach
Choć z zewnątrz ciągniki wyglądały podobnie, wprowadzono w nich lokalne modyfikacje. Argentyńska Pampa miała podniesione obroty do około 750 na minutę i zmodyfikowaną pompę paliwową, co dawało moc ponad 50 KM. Polski Ursus pozostał przy 45 KM i 650 obrotach, co chroniło układ korbowy przy gorszych olejach. Różnice dotyczyły też masy – IAME stosowało grubsze ścianki odlewów, a Pampa ważyła więcej. Wprowadzono również wzmocnione filtry powietrza, niezbędne na zakurzonych pampasach. Najbardziej widoczna była jednak kolorystyka: argentyńskie maszyny były pomarańczowe ze srebrnymi akcentami, a polskie – w stonowanych zieleniach i szarościach.
Odmienne losy i skala produkcji
W Polsce Ursus C-45 doczekał się w 1954 roku modernizacji do wersji C-451, z podgrzewaniem świecą żarową, oświetleniem elektrycznym i iskrochronem. Łącznie do 1959 roku wyprodukowano ponad 60 tysięcy egzemplarzy, co uczyniło go symbolem mechanizacji polskiego rolnictwa. Produkcja Pampy T01 w Argentynie trwała do 1963 roku i zamknęła się w przedziale 3,7–5 tysięcy sztuk. Rozwój zahamowały zawirowania polityczne po odsunięciu Peróna oraz napływ nowocześniejszych ciągników z silnikami Diesla. Dziś Pampa T01 to poszukiwany rarytas kolekcjonerski, podobnie jak klasyczne Ursusy w Europie Środkowej.
