Ładowacz do C-360 jak mała teleskopówka. 25 tys. zł i 5,5 m zasięgu

Ładowacz do C-360 jak mała teleskopówka. 25 tys. zł i 5,5 m zasięgu

Od pracy magisterskiej do gospodarczej codzienności

Historia Szymona Kaczmarka pokazuje, że pasja do mechaniki może przerodzić się w w pełni funkcjonalne narzędzie rolnicze. Pomysł na zbudowanie ładowacza do ciągnika Ursus C-360 narodził się jeszcze w czasach młodzieńczych, ale doczekał się realizacji dopiero podczas studiów magisterskich na Wydziale Politechnicznym Uniwersytetu Kaliskiego. Projekt stał się tematem pracy dyplomowej dwóch studentów – samego pomysłodawcy oraz jego kolegi. Podział ról był klarowny: pierwszy zajął się założeniami i wykonaniem, drugi – modelowaniem 3D oraz testami wytrzymałościowymi. Dzięki temu powstało profesjonalnie zaprojektowane urządzenie, a nie typowa konstrukcja garażowa.

Nietypowa konstrukcja z teleskopem i przegubem

Najciekawszym rozwiązaniem technicznym jest rezygnacja z klasycznego układu ramion na rzecz teleskopu oraz dodatkowego przegubu. Ładowacz nie tylko wysuwa ramię, ale także dzięki osobnemu siłownikowi może je rozprostować, co znacząco zwiększa zasięg w poziomie. Jak wyjaśnia konstruktor, w praktyce częściej wykorzystuje przegub niż teleskop. Ramię ma kształt litery L, a siłownik umieszczony na załamaniu pozwala wyprostować je niemal do linii prostej. To umożliwia pracę w miejscach, gdzie klasyczny wysięgnik ograniczałby się np. o belkę dachową – można wsunąć ładunek głęboko do stodoły.

Parametry, które robią wrażenie

Ładowacz osiąga wysokość około 3,7 m przy złożonym ramieniu (do dolnej belki euroramki), a maksymalna wysokość podnoszenia wynosi około 5,5 m. Udźwig zmierzony bezpośrednio pod euroramką to 1,2 t, natomiast przy pełnym wysunięciu spada do około 400–450 kg. Co ważne, pierwotne założenia zakładały 400 kg, więc udało się poprawić wynik. Konstruktor zaznacza, że realny udźwig na widłach jest mniejszy ze względu na przesunięcie środka ciężkości do przodu. Narzędzie mogłoby współpracować z większym ciągnikiem, ale wybór C-360 podyktowany był dostępnym sprzętem.

Wydajna hydraulika zamiast seryjnej

Seryjny układ hydrauliczny Ursusa okazał się niewystarczający. Powstał więc odrębny system z własną pompą napędzaną od wału o wydatku około 72 l/min przy 2500 obr./min (dwukrotnie większym niż fabryczna pompa C-360), rozdzielaczem dwusekcyjnym, trzema dzielnikami strumienia na przepływ ok. 80 l/min, osobnym zbiornikiem oleju oraz akumulatorem hydraulicznym amortyzującym wysięgnik. Całość zaprojektował sam Szymon, ale wykonanie powierzył zawodowcowi, który wniósł swoje doświadczenie. Do budowy układu zużyto łącznie 30 m przewodów hydraulicznych. Sterowanie odbywa się mechanicznie joystickiem z przyciskami; w przyszłości rozważane jest przejście na sterowanie elektrohydrauliczne z rozdzielaczem proporcjonalnym, choć koszt takiego rozwiązania to około 5 tys. zł.

Koszty i plany na przyszłość

Budowa ładowacza zamknęła się w około 25 tys. zł, nie licząc własnej pracy konstruktora. Sama hydraulika z pompą, siłownikami i przewodami pochłonęła ponad 15 tys. zł, a pozostałe materiały około 10 tys. zł. Według Szymona Kaczmarka podobne urządzenie wykonane na zamówienie mogłoby kosztować 40–50 tys. zł. To pokazuje, jak dużą oszczędność daje samodzielny projekt i zaangażowanie. W planach jest dalsze dopracowanie ładowacza, malowanie, budowa osprzętu (m.in. łyżko-krokodyla z zębem palonym) oraz wzmocnienie przedniej osi ciągnika i montaż przedniego napędu – konstruktor myśli o moście od ładowarki lub koparko-ładowarki, a nie o popularnym moście samochodowym. Jak sam przyznaje, ładowacz waży sporo, a do tego dochodzi ładunek, więc przednia oś ma ciężkie życie.

Fot. Pexels / Mark Stebnicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *