W latach 90. w Polsce, gdy dostęp do nowoczesnych maszyn rolniczych był ograniczony, a budżety gospodarzy skromne, wielu majsterkowiczów sięgało po to, co było pod ręką. Jednym z najpopularniejszych dawców części stał się Fiat 126p – mały, tani i łatwy w demontażu. Z jego podzespołów powstawały prowizoryczne ciągniki, które do dziś budzą podziw pomysłowością.
Skąd pomysł na ciągnik z malucha?
Fiat 126p, produkowany w Polsce od 1973 roku, był samochodem prostym i niedrogim. W latach 90. jego wartość spadła tak bardzo, że często pozbywano się go za symboliczną butelkę alkoholu. Dla konstruktorów amatorów stanowił idealne źródło silnika, skrzyni biegów, półosi i układu kierowniczego. Silnik R2 o pojemności 0,65 l i mocy 24-25 KM, choć słaby jak na ciągnik, wystarczał do lekkich prac polowych.
Jak budowano ciągniki na bazie Fiata 126p?
Konstrukcje były różne – od prostego osadzenia całego zespołu napędowego w spawanej ramie, po bardziej zaawansowane projekty z przekładniami pasowymi i hydraulicznym podnośnikiem. Niektóre egzemplarze miały nawet odbiór mocy do napędu kosiarek czy glebogryzarek. Silnik chłodzony powietrzem, umieszczony z tyłu, wymagał nierzadko odwrócenia obrotów lub zastosowania dodatkowych przekładni.
Dziedzictwo majsterkowiczów
Choć dziś ciągniki z malucha to już rzadkość, wciąż można je spotkać na wsiach jako pamiątki po epoce niedoboru. Są świadectwem kreatywności i umiejętności technicznych polskich rolników. Więcej o takich pojazdach można zobaczyć w Muzeum Wsi Radomskiej, gdzie prezentowane są unikatowe konstrukcje SAM.
