Historia firmy Claas rozpoczęła się na początku XX wieku, ale prawdziwy przełom w segmencie kombajnów zbożowych nastąpił w 1936 roku. To wtedy marka wkroczyła na rynek maszyn żniwnych, a kolejne dekady przyniosły serię innowacji, które na stałe zmieniły oblicze rolnictwa w Europie. Kluczowym momentem było wprowadzenie modelu Junior – prostego i stosunkowo taniego kombajnu, który oferował znacznie wyższą wydajność niż tradycyjne żniwiarki, a przy tym nie wymagał od operatora nadzwyczajnych umiejętności.
Od Juniora do samojezdności
Junior, choć wymagał ciągnika, stał się symbolem powojennej mechanizacji rolnictwa na Zachodzie. Przełomem okazał się jednak model SF – pierwszy samojezdny kombajn Claasa. Dzięki niemu firma z Niemiec zaczęła szybko zdobywać pozycję lidera, oferując maszynę łatwiejszą w obsłudze i z lepszym dostępem do części niż importowane kombajny zza oceanu. Lata 50. i 60. to czas, gdy Claas rozwijał kolejne serie – Europę, Columbusa, Matadora i Matadora Giganta – wychodząc z założenia, że jeden model nie wystarczy, by zaspokoić zróżnicowane potrzeby rynku.
Dominator i Compact – nowa era
Wraz z nadejściem lat 70. nastał czas zmian. Zapowiedzią nowego kierunku był model Senator z 1966 roku, który zerwał z dotychczasowym stylem projektowania. Marka postawiła na spójną strategię wizerunkową i jakościową. Po wielu seriach z lat 1950–1970 przyszedł czas na Dominatora, a w jego cieniu pojawił się model Compact. Dominator we wszystkich wariantach wyprodukowano w ponad 100 tysiącach egzemplarzy, podczas gdy linia Compact liczyła zaledwie około 7 tysięcy sztuk. Mimo to seria Compact odegrała istotną rolę w mechanizacji żniw w mniejszych gospodarstwach.
Compact – kombajn dla każdego
Seria Compact dzieliła się na dwa etapy: modele 20 i 25 produkowane w latach 1970–1975 oraz następcę – model 30 i zmodernizowany 25, których produkcję zakończono w 1981 roku. Początkowo zarówno model 20, jak i 25 napędzane były benzynowymi silnikami VW – bokserem o pojemności 1,6 litra i mocy 24 KM, a później 34 KM. Szerokość koszenia wynosiła odpowiednio 1,5 m dla modelu 20 i 2,1 m dla modelu 25. Wciąż produkowany Corsar oferował 2,4 lub 3 m i 52 KM z czterocylindrowego Perkinsa.
Kryzys paliwowy i rosnąca kultura techniczna wymusiły wprowadzenie silnika o zapłonie samoczynnym. Do modelu 25 dodano opcję silnika Perkins 3.152 o pojemności 2,5 litra i mocy 45 KM, a później 50 KM. To właśnie ta jednostka stała się podstawą kolejnej iteracji Compactów.
Parametry techniczne
Compacty zaprojektowano solidnie i bez zbędnych udziwnień. Napęd przekazywany był przez prostą trzybiegową skrzynię biegów. Model 20 mocno czerpał z powojennych wzorców – szerokość koszenia 150 cm, trzy wytrząsacze o powierzchni 1,39 m² i zbiornik 700 l sprawiały, że był praktycznie zamiennikiem kombajnu zaczepianego. Pozostałe modele oparto na nowej architekturze, choć bęben młócący pozostał ten sam (45×96 cm). Nowością było zastosowanie pięciu wytrząsaczy o powierzchni 2,3 m². Szerokość koszenia wzrosła do 2,4 m dla modeli po liftingu, a zbiornik powiększono z 700 do 1100 l, a w modelu 30 – do 1900 l.
Wydajność i manewrowość
Modele serii Compact nie były stworzone do bicia rekordów, lecz do kontynuowania mechanizacji gospodarstw i wyparcia przestarzałych maszyn zaczepionych. Wydajność wahała się od 0,5 do 1 hektara na godzinę (około 1 tony/h) dla modelu Compact 20, a większy brat osiągał 1–2 tony/h. Kombajny po liftingu z hederami 2,4 m osiągały 2–3 tony/h, a Compact 30 ze wzmocnionym silnikiem do 50 KM mógł osiągnąć nawet 4 tony/h. Największym atutem Compactów była manewrowość i możliwość wjazdu tam, gdzie duże maszyny zaczynały się topić w mokre żniwa.
Claas Compact nadal do dostania
Obecnie, z uwagi na wiek i ograniczoną przydatność w większych gospodarstwach, seria Compact nie cieszy się dużym powodzeniem, a ceny od lat utrzymują się na niskim poziomie. Dysponując budżetem kilku–kilkunastu tysięcy złotych, można bez trudu stać się właścicielem takiej maszyny – tym bardziej że były szeroko wykorzystywane także przez polskich rolników. Niska masa i szerokość przekładają się na stosunkowo niski koszt transportu i garażowania. Może więc warto zastanowić się, aby taki kombajn zachować?
