Polscy hodowcy trzody chlewnej przeżywają jeden z najtrudniejszych okresów w ostatnich latach. Po okresie względnej stabilizacji ceny tuczników gwałtownie spadły, a różnica między stawkami oferowanymi w kraju a niemiecką ceną referencyjną pogłębia się. Producenci alarmują, że przy obecnych cenach sprzedaż odbywa się poniżej kosztów produkcji, co zmusza ich do apelowania o pilne wsparcie ze strony ministerstwa rolnictwa.
Niemiecka obniżka cen – sygnał dla całego rynku
Niemieckie zrzeszenie producentów żywca VEZG obniżyło cenę bazową tuczników o 10 eurocentów, do poziomu 1,40 euro za kilogram masy poubojowej ciepłej. To najniższa wartość od początku 2022 roku. W przeliczeniu na polską walutę (kurs euro z 8 lipca 2026: 4,3080 zł) daje to około 6,03 zł/kg. Jednak polskie zakłady mięsne oferują jeszcze niższe stawki – średnio 5,65 zł netto za kilogram w klasie E, a cena żywca wieprzowego wynosi zaledwie około 4,27 zł/kg. Oznacza to, że różnica między niemiecką stawką a polską ceną klasy E sięga prawie 40 groszy na kilogramie.
Koszty produkcji nie maleją
Spadek cen żywca nie idzie w parze z obniżeniem kosztów prowadzenia gospodarstwa. Hodowcy nadal muszą ponosić wydatki na pasze, energię, paliwo, leki weterynaryjne, środki dezynfekcyjne oraz obsługę kredytów. Dodatkowo wysokie pozostają koszty bioasekuracji, zwłaszcza w regionach objętych restrykcjami związanymi z afrykańskim pomorem świń (ASF). Przy cenie żywca na poziomie nieco ponad 4 zł/kg wielu producentów nie jest w stanie pokryć kosztów tuczu. Szczególnie narażone są gospodarstwa kupujące prosięta lub warchlaki – jeśli zakupiono je po wyższych cenach, a sprzedaż przypada na okres załamania, strata na jednej sztuce może sięgać kilkuset złotych.
Stada podstawowe zagrożone likwidacją
Jeszcze trudniejsza jest sytuacja gospodarstw prowadzących produkcję w cyklu zamkniętym, które utrzymują lochy i produkują własne prosięta. Wymagają one stałych nakładów niezależnie od bieżącej ceny tuczników. Przedłużająca się dekoniunktura może skłonić rolników do redukcji liczby loch lub całkowitej likwidacji stad podstawowych. Taka decyzja ma długofalowe konsekwencje – odbudowa produkcji po zamknięciu chlewni jest kosztowna i czasochłonna, a często niemożliwa ze względu na wymogi weterynaryjne, środowiskowe i inwestycyjne. Dlatego organizacje branżowe domagają się wsparcia nie tylko dla sprzedających tuczniki, ale także dla producentów utrzymujących stada podstawowe.
Apel do ministerstwa i groźba protestów
Po ogłoszeniu obniżki VEZG przedstawiciele producentów trzody chlewnej zwrócili się do ministra rolnictwa o pilną interwencję. Postulują wprowadzenie mechanizmu rekompensat za straty oraz uruchomienie odrębnego wsparcia dla gospodarstw utrzymujących lochy. Branża oczekuje również działań ograniczających presję importowanej wieprzowiny i zwiększających kontrolę nad przepływem mięsa oraz żywych zwierząt na polski rynek. Nastroje wśród hodowców są napięte – jeśli ceny nie wzrosną, a resort nie przedstawi konkretnych instrumentów wsparcia, organizacje branżowe nie wykluczają protestów. Rolnicy podkreślają, że dalsza likwidacja stad zwiększy uzależnienie Polski od importu prosiąt, żywych świń i mięsa wieprzowego, co w dłuższej perspektywie osłabi bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
Perspektywy rynkowe
Najbliższe tygodnie pokażą, czy obniżka VEZG była jednorazową korektą, czy początkiem kolejnej fali spadków. Kluczowe będą tempo odbioru świń przez zakłady, popyt na wieprzowinę oraz sytuacja na rynkach eksportowych. Obecnie nadmierna podaż, słaba konsumpcja i presja ze strony zakładów ubojowych sprawiają, że pozycja negocjacyjna rolników jest bardzo słaba. Dla wielu producentów granica opłacalności została już przekroczona. Jeżeli sytuacja szybko się nie poprawi, konsekwencją może być kolejna fala likwidacji stad i dalszy spadek krajowego pogłowia świń.
