Po okresie wielkanocnym rynek skupu bydła w Polsce wciąż pozostaje w fazie wyczekiwania. Pomimo zakończenia świąt, które tradycyjnie wiążą się ze wzmożonym popytem na mięso, podaż zwierząt rzeźnych pozostaje na niskim poziomie. Sytuacja ta, obserwowana w pierwszych dniach kwietnia, nie przełożyła się jednak na zmiany w notowaniach cenowych, które utrzymują się na stabilnym, choć dla wielu producentów niezadowalającym, poziomie.
Powolny rozruch po świętach
Wielkanoc to dla branży mięsnej okres intensywnej pracy, po którym często następuje krótkie spowolnienie. W tym roku trend ten potwierdza się. Część zakładów mięsnych i ubojni wznowiła działalność już w poniedziałek, 7 kwietnia, podczas gdy inne planują pełny powrót do normalnego rytmu pracy dopiero w kolejnych dniach. Ta rozciągnięta w czasie reakcja rynku wynika z logistyki związanej z obsługą świątecznych zamówień oraz koniecznością przeprowadzenia prac serwisowych w zakładach.
Jak wskazują źródła branżowe, brak jest wyraźnego impulsu, który mógłby pobudzić większą podaż bydła ze strony rolników. Hodowcy, obserwując utrzymujące się od dłuższego czasu ceny, często wstrzymują się z decyzjami o sprzedaży, licząc na poprawę koniunktury. Tymczasem skupy, dysponując zapasami zgromadzonymi przed świętami, nie odczuwają presji, aby podnosić stawki.
Stabilizacja cen w kwietniu
Według raportów z 7 kwietnia, ceny płacone za bydło w skupie pozostają bez zmian. Oznacza to kontynuację trendu z końca marca. Za żywiec kategorii „R” (młode bydło opasowe) płaci się średnio od 8,20 do 8,50 zł za kilogram żywca. Za krowy ceny kształtują się w przedziale 6,50 – 7,50 zł/kg, w zależności od kondycji i umięśnienia zwierzęcia.
Eksperci rynkowi podkreślają, że ta stabilizacja jest wypadkową kilku czynników: Umiarkowany popyt ze strony przetwórców po okresie świątecznym.Wystarczające zapasy mięsa w chłodniach.Ostrożność hodowców, związana z wysokimi kosztami pasz i utrzymania.Ogólną niepewność gospodarczą, wpływającą na decyzje inwestycyjne w rolnictwie.
Perspektywy na najbliższe tygodnie
Przyszłość rynku skupu bydła w drugim kwartale 2024 roku rysuje się w ciepłych barwach. Z jednej strony, sezon wiosenno-letni tradycyjnie wiąże się ze zwiększoną podażą zwierząt z wypasów, co może wywrzeć presję na ceny. Z drugiej strony, oczekiwane ożywienie w handlu detalicznym i gastronomii może podtrzymać popyt.
Kluczowym czynnikiem będą jednak koszty produkcji. Jeśli ceny pasz, energii i nawozów utrzymają się na wysokim poziomie, presja hodowców na podwyżki cen skupu będzie rosła. To może doprowadzić do napięć na linii producent–przetwórca. Branża z niepokojem obserwuje również sytuację na rynkach zagranicznych, które są ważnym kierunkiem eksportu polskiej wołowiny.
„Obecny zastój jest typowy dla okresu po świętach. Prawdziwy test dla cen i płynności rynku nastąpi w połowie kwietnia, gdy wszystkie zakłady będą pracować pełną parą, a hodowcy zaczną wystawiać większe partie bydła” – komentuje anonimowo analityk jednej z firm zajmujących się obrotem zwierzętami hodowlanymi.
Podsumowując, rynek skupu bydła w Polsce wkracza w kwiecień w stanie wyciszenia. Brak istotnych ruchów cenowych wskazuje na chwilową równowagę pomiędzy podażą a popytem. Dla tysięcy polskich hodowców utrzymanie opłacalności produkcji wołowiny w obliczu wysokich kosztów pozostaje największym wyzwaniem. Kolejne tygodnie pokażą, czy ta równowaga okaże się trwała, czy też czekają nas korekty i nowe dynamiczne zmiany na rynku.
Foto: pliki.farmer.pl
