Współczesny rolnik, planując zakup maszyny, coraz częściej zaczyna od pytania o zwrot poniesionych kosztów, a nie od emocji czy marki sprzętu. Zwraca na to uwagę Artur Szymczak, cytowany w wywiadzie opublikowanym na portalu wrp.pl.
Kalkulator zamiast zachwytu
Jak podkreśla Szymczak, jeszcze kilkadziesiąt lat temu o wyborze maszyny decydował pokaz polowy, rada sąsiada lub po prostu wrażenie, jakie robił nowy sprzęt. Dziś, choć emocje nadal się liczą, ostateczne zdanie należy do kalkulacji. – Dzisiaj młody inwestor pyta najpierw: jak szybko wróci kasa? Co mi to da? Czy będzie bezawaryjne? Czy jest serwis i obsługa? Jak szybko się zwróci? – mówi ekspert.
Maszyna to już nie tylko stal
Powód jest prosty: współczesna maszyna to nie tylko kilka ton stali, ale także elektronika, systemy sterowania i rozwiązania rolnictwa precyzyjnego, a w dalszej kolejności serwis i obsługa. Im większa inwestycja, tym większą wagę przywiązuje się do jej realnego wpływu na koszty gospodarstwa.
Rolnik analizuje więc, czy nowy sprzęt pozwoli ograniczyć zużycie nawozów, paliwa lub środków ochrony roślin. Liczą się także wydajność, możliwość wykonania pracy w krótszym oknie pogodowym oraz dostęp do serwisu.
Dealer ważniejszy niż logo
Zmieniło się również podejście do marki. Dla młodszych gospodarzy nie jest nią już wyłącznie logo na maszynie – równie istotny staje się dealer, dostępność części i szybkość uzyskania pomocy w sezonie. Zdaniem Szymczaka producent nie sprzedaje już tylko parametrów technicznych, ale odpowiedź na trudniejsze pytanie: czy ta inwestycja rzeczywiście pozwoli gospodarstwu więcej zarobić albo mniej wydać.
Cały wywiad z Arturem Szymczakiem, w dwóch częściach, można obejrzeć na kanale YouTube portalu wrp.pl.
