Szafran w polskim klimacie: chemiczka z Kaliszówki stawia na uprawę od podstaw

Szafran w polskim klimacie: chemiczka z Kaliszówki stawia na uprawę od podstaw

Dorota Kaliszewska, z wykształcenia chemiczka i rzecznik patentowy, postanowiła uprawiać szafran na rodzinnej ziemi. Jej gospodarstwo Kaliszówka to miejsce, gdzie łączy naukowe doświadczenie z rolniczą praktyką. Uprawa szafranu (Crocus sativus) w Polsce to wyzwanie, ale też fascynujący eksperyment.

Trudna uprawa, cenny surowiec

Szafran to najdroższa przyprawa świata, a jego pozyskanie wymaga niezwykłej precyzji. Z każdego kwiatu zbiera się tylko trzy czerwone znamiona słupka. Po zbiorze trzeba je ręcznie oddzielić i wysuszyć. Dorota Kaliszewska podkreśla, że świeże znamiona zawierają dużo wody, więc po suszeniu pozostaje ich bardzo mało. To sprawia, że uprawa jest pracochłonna i nie daje dużych plonów.

W literaturze zaleca się zbieranie kwiatów rano, zanim się mocno otworzą. Jednak w polskim, wilgotniejszym klimacie poranne kwiaty bywają zbyt mokre. – Musiałam poczekać do godziny dziesiątej, jedenastej, aż poranna wilgotność powietrza zmaleje – opowiada Dorota. To pokazuje, że zagraniczne zalecenia nie zawsze sprawdzają się w naszych warunkach.

Od 500 cebulek do własnej plantacji

Początkowo Dorota sprowadziła z Holandii 500 cebulek szafranu uprawnego, z certyfikatem ekologicznym. – Koniecznie chciałam, żeby to były cebulki bio, czyli o najwyższej jakości – tłumaczy. Cebulki posadziła na podwyższonych grządkach, ponieważ jej gospodarstwo leży niedaleko rzeki, a okoliczne tereny w czasie intensywnych opadów są miejscami podmokłe. Nadmiar wilgoci okazał się największym wyzwaniem – część cebulek zgniła, a błędy w pielęgnacji sprawiły, że nie wszystkie rośliny prawidłowo się rozwinęły.

Mimo to eksperyment nie zakończył się porażką. Cebulki się rozmnożyły, co pozwoliło na kolejne nasadzenia. W tym roku Dorota powiększyła uprawę o nową partię zakupionego materiału oraz wykorzystała własny, rozmnożony w poprzednim sezonie. Nie chce jednak przesądzać, jak duża będzie plantacja w przyszłości – najpierw musi sprawdzić, które stanowiska najlepiej odpowiadają wymaganiom rośliny. Zastanawia się nad zastosowaniem osłon przed deszczem.

Nauka i obserwacja kluczem do sukcesu

Dorota Kaliszewska nie zaczynała od rolnictwa. Przez lata pracowała jako adiunkt na Wydziale Farmaceutycznym warszawskiej uczelni medycznej, później zdobywała doświadczenie w biznesie farmaceutycznym. Obecnie pracuje jako rzecznik patentowy. Jej zainteresowania naukowe dotyczyły związków czynnych w roślinach i ich znaczenia w medycynie. – Do szafranu podeszłam od strony medycznej, bo przez lata pracy zawodowej doszłam do wniosku, że piękno związków medycznie czynnych pochodzących ze źródeł naturalnych fascynuje mnie bardziej niż konwencjonalne syntezy laboratoryjne – opowiada.

Wiedza o szafranie jest ograniczona, a większość publikacji o uprawie ukazuje się w języku perskim, ponieważ największym producentem szafranu jest Iran. Dorota opiera się więc na własnych obserwacjach. Jednym z błędów, jakie popełniła, było zbyt wczesne usunięcie liści. – Nie wolno im ścinać liści, bo one aż do maja, poprzez fotosyntezę, zwiększają masę cebulki – podkreśla. Mimo tego błędu cebulki się rozmnożyły, co zachęciło ją do dalszych prób.

Gospodarstwo z pomysłem

Kaliszówka to gospodarstwo rodzinne, w którym Dorota wraz z mężem rolnikiem uprawiają pszenżyto, krzewy i drzewa owocowe (m.in. rokitnik, dereń, maliny, borówki, agrest, śliwy) oraz zioła (bazylia, majeranek, lawenda). Chcą stworzyć miejsce samowystarczalne, które będzie jednocześnie ich hobby. W planach jest przetwórstwo w ramach RHD i edukacja – Dorota wyobraża sobie, że dzieci mogłyby uczyć się o roślinach, łącząc naukę z poznawaniem lokalnego krajobrazu i pochodzenia żywności.

Na razie uprawa szafranu to eksperyment, ale Dorota nie zamierza z niej rezygnować. – Może być tak, że z którejś uprawy zrezygnuję, ale w kwestii szafranu się nie poddam – deklaruje. Jej podejście to krok po kroku budowanie gospodarstwa, które odpowiada rodzinie i daje przestrzeń do eksperymentowania.

„Nie wolno im ścinać liści, bo one aż do maja, poprzez fotosyntezę, zwiększają masę cebulki” – Dorota Kaliszewska.

Fot. Pexels / Imad Clicks

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *