Historia Karoliny Przybyłek, założycielki Kurzej Szajki, pokazuje, że czasem wystarczy jeden nieprzyjemny moment, by rozpocząć coś zupełnie nowego. Wszystko zaczęło się od jajka, które miało być świeże i wiejskie, a po rozbiciu okazało się zgniłe. To doświadczenie skłoniło ją do decyzji: kupuję własne kury.
Od 12 kur do legalnej sprzedaży
Początkowo stado liczyło 12 kur, które miały zaspokoić potrzeby rodziny. Z czasem po jajka zaczęli zgłaszać się znajomi i rodzina, a stado rosło. Gdy osiągnęło około 35 kur, pojawiła się myśl o legalnej sprzedaży. Dziś Kurza Szajka utrzymuje około 60 kur, a sprzedaż ruszyła dosłownie kilka dni przed rozmową z redakcją. Profil na Facebooku istnieje od maja i zebrał już kilka tysięcy wyświetleń.
Nazwa z humorem i charakterem
Karolina Przybyłek chciała, by nazwa była inna niż wszystkie „jajka wiejskie” czy „jaja od rolnika”. Postawiła na humor i nawiązanie do charakteru kur. „Kury są właśnie takie z temperamentem. One mają taką własną hierarchię w tym kurniku. Tam zawsze coś się dzieje, któraś rządzi, którejś nie lubią, któraś spadnie z grzędy, wielki krzyk… I właśnie dlatego powstała Kurza Szajka” – wyjaśnia.
Codzienna praca i dbałość o stado
Dzień przy kurach zaczyna się około 7 rano. Pani Karolina otwiera kurnik, a kury wybiegają na wybieg. Potem przychodzi czas na świeżą zieleninę – pokrzywę lub trawę. Codziennie trzeba uzupełnić wodę, umyć poidła, zajrzeć do gniazd, zebrać jajka, dosypać paszę i posprzątać. Jajka nie są znoszone wszystkie jednocześnie, dlatego do kurnika zagląda się kilka razy dziennie. Wieczorem stado trzeba zamknąć.
W stadzie są kury rasy Rosa oraz ptaki z własnych lęgów – kolorowe miksy Green Shell, Marans i Leghorn. Kury z własnych lęgów są bardziej oswojone, niektóre lubią podchodzić do człowieka. Pani Karolina planuje pokazywać życie stada na profilu, by klienci zobaczyli codzienność, której nie widać przy zakupie jaj z półki.
Żywienie bez pasz przemysłowych
Kury dostają zboże, zielonkę i to, co znajdą na wybiegu. Gospodarstwo nie uprawia zbóż na paszę – jedyną uprawą jest kukurydza na kiszonkę dla bydła. Zboże kupowane jest od rolnika około 30 kilometrów dalej. Mieszanka składa się z pszenicy, pszenżyta, jęczmienia, owsa, kukurydzy, rzepaku, kredy pastewnej i niewielkiej ilości słonecznika. „Bez żadnych pasz przemysłowych. To jest dla mnie zakazane” – podkreśla pani Karolina.
Wyzwania: drapieżniki i bioasekuracja
Wybieg jest ogrodzony wysoką siatką wkopaną w ziemię, a nad nim znajduje się kolejna siatka chroniąca przed jastrzębiem. Problemem są lisy, kuny, a nawet sroki, które potrafią zjeść jajka. Pani Karolina dba o bioasekurację: przy wejściu są maty dezynfekcyjne, do kurnika wchodzi w osobnym obuwiu, regularnie sprząta i dezynfekuje. Nowe ptaki kupuje wyłącznie z legalnych źródeł i poddaje kwarantannie.
Legalność i koszty
Decyzję o legalnej sprzedaży pani Karolina podjęła świadomie, mimo że otoczenie odradzało. „Usłyszałam słowa: »Dziewczyno, a po co ci to?«” – wspomina. Jednak dla niej ważne są spokój i przejrzystość. Największą inwestycją było przygotowanie pomieszczenia do przechowywania jaj, które kosztowało około 5 tysięcy złotych. Większość prac wykonała sama.
Ceny jaj zaczynają się od 1,20 zł i dochodzą do 1,50 zł za największe. Pani Karolina wie, że klienci często oczekują dużego jajka w niskiej cenie, ale w małej sprzedaży cena musi pokryć koszty zakupu kur, zboża, ściółki, zabezpieczeń i codziennej pracy. Sam zakup kur podrożał – kiedyś kura ok. 20 tygodni kosztowała 30–35 zł, obecnie 45–50 zł, a 24-tygodniowa nawet 55–60 zł.
Plany na przyszłość
Kurza Szajka dopiero zaczyna. Pani Karolina chce pozyskać stałych klientów z najbliższych miejscowości: Chorzele, Myszyniec, Jednorożec, Baranowo i okolic. Oferuje dowóz do 25 kilometrów przy zamówieniu od 30 jaj. Myśli też o akcjach charytatywnych. „To wieś, życie na wsi, to trzeba pokazywać. Trzeba być zabawnym, a nie szarym, ponurym człowiekiem. I taka jest właśnie Kurza Szajka” – zapowiada.
