W Olesznej Podgórskiej, niewielkiej wsi w gminie Lubomierz na Dolnym Śląsku, mieszka Anna Kalata – rolniczka, dla której praca przy zwierzętach od zawsze była ważniejsza niż domowe obowiązki. Jak sama przyznaje, nigdy nie przepadała za gotowaniem ani sprzątaniem, za to uwielbiała towarzyszyć ojcu na polu i opiekować się inwentarzem.
Gospodarstwo od pokoleń
Rodzinne gospodarstwo państwa Kalatów powstało w 1966 roku. Od początku hodowano w nim krowy, konie, owce i kury. Anna, wychowująca się z czwórką rodzeństwa, szybko znalazła swoje miejsce w oborze i owczarni, zamiast w kuchni. – Nie umiałam w domu nic zrobić, bo nie lubiłam ani sprzątać, ani gotować. Chciałam tylko jeździć z tatą na ciągniku, czyścić stajnię i pomagać przy sianie – wspomina.
Tradycja nabiałowa i targowa codzienność
Już jako nastolatka woziła autobusem ser, śmietanę i masło na targ do Gryfowa Śląskiego, gdzie uczęszczała do szkoły średniej. Nabiał przygotowywała najpierw babcia, potem mama, a dziś robi to sama pani Anna. Po ukończeniu szkoły krawieckiej wyszła za mąż, przejęła gospodarstwo i ukończyła kurs rolniczy.
Dziś 53-letnia rolniczka prowadzi hodowlę 15 krów rasy mleczno-mięsnej, które dają ponad 20 litrów mleka dziennie, oraz około 200 kur. Jej dzień zaczyna się o 6.00. Po kawie doi pięć krów, wypuszcza zwierzęta na pastwisko, sprząta obornik, ścieli słomę i zbiera jajka. Przed 8.00 wyjeżdża na targ – do Gryfowa, Mirska lub Lubomierza, w zależności od dnia tygodnia. Sprzedaje tam mleko po 6 zł za litr, śmietanę po 28 zł za litr i jajka po 1,50 zł za sztukę.
Między obowiązkami a radością
Po powrocie z targu (około 10.00 z Gryfowa i Lubomierza, 12.00 z Mirska) spędza krowy do obory, a sama zabiera się za obiad – choć, jak podkreśla, nadal nie lubi gotować. Śniadanie jada na targu, gdzie miejscowi handlarze częstują ją bułką i kiełbasą. Po obiedzie około 14.00 wraca do krów na drugie dojenie, a potem znajduje chwilę na herbatę z mamą, zabawę z wnukami lub rozmowę z sąsiadką. O 16.00 ponownie wypędza krowy na pastwisko, sprząta oborę, dogląda kur i zbiera jajka. O 19.00 sprowadza zwierzęta i doi je po raz trzeci.
Pani Anna ceni sobie niezależność i decyzyjność – ostatnio zainwestowała w wylęgarnię, w której wykluło się ponad 50 kurczaków przeznaczonych na dalszy chów. Sprzedaż jajek i nabiału to dla gospodarstwa wymierny dochód.
Kobiety na wsi – siła i wytrwałość
15 października obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet Wiejskich, ustanowiony przez ONZ w 2008 roku, by podkreślić rolę kobiet w rozwoju obszarów wiejskich i zapewnianiu bezpieczeństwa żywnościowego. Według GUS na 100 mężczyzn na wsi przypada 101 kobiet, a ponad 30% osób pracujących w polskim rolnictwie to kobiety. W Polsce działa około 19 tysięcy Kół Gospodyń Wiejskich.
– Kobiety na wsi mają trochę mało czasu dla siebie, ale dobrze byłoby go mieć więcej – przyznaje Anna Kalata. Jej życzenia dla innych rolniczek to energia, wytrwałość i dążenie do celu. Mąż Wojciech dodaje: – Trzeba się narobić, a efektów jest z tego mało. Sąsiadka Ludwika Stefan życzy przede wszystkim zdrowia, bo jak mówi – jak będzie zdrowie, to wszystko dadzą radę.
Historia pani Anny pokazuje, że pasja i ciężka praca mogą iść w parze z pogodą ducha i satysfakcją z codziennych, drobnych rzeczy.
