Pożar sieczkarni za pół miliona. Ubezpieczyciel wysłał detektywa, sąd przyznał rację rolnikowi

Pożar sieczkarni za pół miliona. Ubezpieczyciel wysłał detektywa, sąd przyznał rację rolnikowi

Historia, która mogłaby posłużyć jako scenariusz do filmu, wydarzyła się w gospodarstwie rolnym na północnym Mazowszu. Pan Wiesław, rolnik z powiatu ostrołęckiego, prowadzi rodzinne gospodarstwo od trzech pokoleń. Na około 120 hektarach własnej ziemi, głównie słabych gleb klasy V i VI, utrzymuje około 50 krów mlecznych oraz od 150 do 200 sztuk bydła opasowego. Mleko trafia do Mlekpolu w Grajewie, a nadwyżki zbóż i kukurydzy są sprzedawane.

Kluczowa maszyna stanęła w płomieniach

Jednym z najważniejszych urządzeń w gospodarstwie była samobieżna sieczkarnia Claas Jaguar 940, kupiona jako nowa w 2016 roku z kredytu. Maszyna nie tylko obsługiwała własne uprawy, ale też świadczyła usługi dla innych rolników. Przed sezonem 2025 była przygotowana do pracy na około 500 hektarach kukurydzy.

25 września 2025 roku, podczas zbioru w miejscowości Osobne koło Łomży, doszło do awarii silnika. Maszyna stanęła w płomieniach. Mimo szybkiej interwencji straży pożarnej, sieczkarnia spłonęła doszczętnie. Strażacy zakwalifikowali zdarzenie jako szkodę całkowitą. Maszyna była ubezpieczona na 480 tysięcy złotych netto.

Zamiast odszkodowania – detektyw i prokuratura

Rolnik zgłosił szkodę tego samego dnia, przekonany, że sprawa zakończy się szybką wypłatą. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Pojawili się rzeczoznawcy, a z właścicielem, operatorem maszyny i świadkiem rozmawiał wynajęty przez ubezpieczyciela detektyw. Mijały tygodnie, a pieniędzy nie było.

– Sieczkarnia miała skosić około 500 ha kukurydzy, a skosiła ledwie 70 ha. Miałem zlecenia, musiałem wynająć inną maszynę – opowiada rolnik.

Pod koniec grudnia ubezpieczyciel odmówił wypłaty, twierdząc, że maszyna mogła zostać uszkodzona w innych okolicznościach niż zadeklarowane. Co więcej, złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – chodziło o możliwość celowego podpalenia w celu wyłudzenia odszkodowania. Sprawą zajęła się policja i prokuratura.

Anonimowy donos i sądowe ustalenia

Policja nie dopatrzyła się znamion przestępstwa i umorzyła postępowanie. Wtedy do prokuratury wpłynął anonimowy donos, którego autor twierdził, że właściciel sam podpalił maszynę. Sprawa ruszyła ponownie, a rolnik i świadkowie byli ponownie przesłuchiwani. Pan Wiesław nigdy nie usłyszał jednak zarzutów.

Kluczowa okazała się opinia biegłego z dziedziny pożarnictwa, której – jak twierdzi rolnik – ubezpieczyciel nie udostępnił prokuraturze. Wynikało z niej, że przyczyną pożaru była awaria silnika: zerwany korbowód wyrwał fragment bloku, a olej trafił na rozgrzany kolektor wydechowy. 10 kwietnia 2026 roku Sąd Rejonowy w Łomży utrzymał umorzenie śledztwa w mocy, stwierdzając, że materiał dowodowy jednoznacznie wykluczył przestępczy charakter zdarzenia.

Bank stanął po stronie rolnika

W najtrudniejszym okresie ważną rolę odegrał Limes Bank Spółdzielczy w Chorzelach, w którym kredytowana była sieczkarnia. – Pani prezes i wiceprezes naprawdę podeszły do tej sytuacji racjonalnie – mówi rolnik. Bank zaczął naciskać na ubezpieczyciela, pytając, dlaczego poszkodowany nie otrzymał odszkodowania.

Rzecznik Finansowy, zapytany o zasady w takich sytuacjach, odpowiedział jednoznacznie: – Sam fakt prowadzenia postępowania karnego nie może stanowić podstawy do odmowy wypłaty odszkodowania – wyjaśnia Aleksander Daszewski z Biura Rzecznika Finansowego. Ubezpieczyciel nie może opierać się na przypuszczeniach, lecz musi przedstawić konkretne dowody.

Wypłata po dziewięciu miesiącach, ale sprawa trwa

3 lipca 2026 roku, ponad dziewięć miesięcy po pożarze, ubezpieczyciel uznał szkodę całkowitą i wypłacił 438 530 złotych. Dla pana Wiesława to jednak nie koniec. Wystąpił przeciwko ubezpieczycielowi z pozwem, domagając się odsetek oraz rekompensaty za utracone dochody i koszty wynajmu maszyny zastępczej.

Historia ta pokazuje, jak skomplikowane mogą być relacje między rolnikami a ubezpieczycielami, zwłaszcza gdy w grę wchodzą duże kwoty. Warto pamiętać, że zgodnie z prawem to zakład ubezpieczeń ponosi ciężar ustalenia okoliczności szkody, a odmowa wypłaty wymaga twardych dowodów, nie domysłów.

Fot. Pexels / Quý Hoàng

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *