Wtorkowy pokaz mody duetu Paprocki&Brzozowski, zorganizowany w gmachu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, wywołał szeroką dyskusję w środowisku rolniczym. Resort odpowiedział na krytykę, publikując zdjęcie pojemnika z jabłkami i przekonując, że wydarzenie służyło promocji polskich produktów. Rolnicy nie przyjęli jednak tego wyjaśnienia — ich zdaniem siedziba ministerstwa nie powinna być miejscem komercyjnych pokazów mody.
Głos rolnika z Igłowic
Do sprawy odniósł się Krzysztof Piech, rolnik z Igłowic w województwie opolskim, znany z aktywności w mediach społecznościowych, gdzie zaprasza klientów po warzywa prosto z pola oraz komentuje sytuację w rolnictwie. Jak przyznał, długo wahał się, czy zabierać głos, ale milczenie oznaczałoby dla niego zgodę na takie działania.
– Nie ma aprobaty dla takich działań. Nie ma aprobaty dla takiego postępowania przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Gmach wymaga powagi – podkreślił Piech.
W jego ocenie organizacja komercyjnego pokazu mody w resorcie rolnictwa była nietrafiona w sytuacji, gdy polskie rolnictwo mierzy się z poważnym kryzysem.
– Nie robi się komercyjnych pokazów mody w czasach, kiedy w rolnictwie jest naprawdę źle. Nie można najgorszych kilku lat w rolnictwie kojarzyć z rozpustą – stwierdził, przywołując skojarzenie z rewolucją francuską i słowami przypisywanymi Marii Antoninie: „Jeżeli lud nie ma chleba, to niech je ciastka”.
Garnitur, buraki i kapusta
Piech postanowił wyrazić swój sprzeciw w nietypowy sposób. Na jednym z pól, podczas zbioru buraków i kapusty, wystąpił w garniturze, a całość stylizacji dopełnił kolorowy krawat. Jak wyjaśnił, ubrał się modnie, skoro moda zawitała do gmachu resortu rolnictwa.
Wybór miejsca nie był przypadkowy. Pole buraków miało symbolizować — jak to ujął — „buractwo” całej sytuacji, natomiast kapusta nawiązywać do braku właściwej refleksji.
– Formuła dementi, że ministerstwo nie miało z tym nic wspólnego poza gmachem, kompletnie do nas nie przemawia. To, że nie brali w tym udziału merytoryczni pracownicy ministerstwa, oczywiście, że jest nieprawdą, bo niektórzy dali się sfotografować – ocenił.
Dodał, że jeśli ktoś nie rozumie problemu, to — podobnie jak w przypadku „burakowa” — można mówić o „głąbach”.
Kryzys w rolnictwie i apel o refleksję
W tle sporu pozostają realne problemy gospodarstw rolnych: niskie ceny skupu płodów rolnych, wysokie koszty produkcji oraz zobowiązania finansowe, które wielu rolników zmuszają do zadawania pytania, jak długo jeszcze wytrzymają, jeśli opłacalność nie wzrośnie.
Piech porównał percepcję resortu do postawy Ludwika XVI i Marii Antoniny przed wybuchem rewolucji francuskiej, którzy nie dostrzegali narastającego niezadowolenia społecznego.
– Nie wieszczę żadnej rewolucji. Ja tylko po prostu próbuję powiedzieć, że to już było. Brak refleksji i ignorancja zawsze mają zły finał. Zastanawiam się, czy na tej taczce jadą oby słuszne buraki – zakończył.
Sprawa pokazuje, że nastroje w środowisku rolniczym są napięte, a symboliczne gesty — takie jak garnitur na polu buraków — stają się formą zwrócenia uwagi na trudną sytuację wsi.
