Rolnicy z gminy Nowe Miasto nad Wartą protestują przeciwko planowi ogólnemu. „Ktoś obcy decyduje za naszą przyszłość”

Rolnicy z gminy Nowe Miasto nad Wartą protestują przeciwko planowi ogólnemu. „Ktoś obcy decyduje za naszą przyszłość”

W czwartek 9 września przed Urzędem Gminy w Nowym Mieście nad Wartą odbyła się konferencja poświęcona projektowi planu ogólnego. Wzięli w niej udział rolnicy, którzy przedstawili szereg zastrzeżeń do proponowanych zapisów. Ich zdaniem dokument w obecnym kształcie może poważnie zahamować rozwój gospodarstw na terenie gminy.

94–95 proc. powierzchni gminy z ograniczeniami zabudowy

Dariusz Goliński, przewodniczący Rady Powiatowej Wielkopolskiej Izby Rolniczej w powiecie średzkim, przekonywał, że zgodnie z przedstawioną podczas spotkania mapą około 94–95 proc. powierzchni gminy znalazło się w strefie, w której możliwości zabudowy mają zostać mocno ograniczone. Jego zdaniem projekt nie zabezpiecza należycie ani rozwoju rolnictwa, ani przedsiębiorczości.

„Jesteśmy praktycznie odcięci i nic nie możemy zrobić”

Najwięcej uwagi poświęcono temu, jak proponowane rozwiązania wpłyną bezpośrednio na funkcjonowanie gospodarstw. Tomasz Bąk, rolnik z gminy Nowe Miasto nad Wartą, prowadzi gospodarstwo nastawione na produkcję trzody chlewnej i bydła opasowego. Jak mówił, w wyniku zapisów planu znalazł się w sytuacji, w której nie ma możliwości realizacji niezbędnych inwestycji.

„Prowadzimy gospodarstwo nastawione na produkcję trzody chlewnej i bydła opasowego. No i widząc ten plan, który tutaj jest, jak się okazało, jesteśmy praktycznie odcięci i nic nie możemy zrobić” – mówił Tomasz Bąk.

Rolnik tłumaczył, że gospodarstwa muszą spełniać określone wymagania związane m.in. z ochroną środowiska i przechowywaniem nawozów naturalnych. Problem pojawia się wtedy, gdy zapisy planu uniemożliwiają wygospodarowanie miejsca na potrzebną infrastrukturę.

„Agencja wymaga na przykład, żebyśmy mieli płytę gnojową, silosy na kiszonkę, a tu automatycznie mamy wszystko poodcinane” – wskazywał Bąk.

Rolnik nie ukrywał rozczarowania postawą władz gminy. Jak mówił, głosował na obecnego wójta, licząc na inne podejście do rolników.

„Jestem rozczarowany tym wójtem, bo głosowałem na niego. Myślałem, że to jakoś troszeczkę będzie inaczej. A tu się okazuje, że jestem zawiedziony, rozczarowany jego postawą co do rolników” – powiedział.

80 sztuk bydła i trójka dzieci. „Nawet wiaty nie postawię”

Kolejnym rolnikiem, który zabrał głos, był Piotr Brudalski z Kolniczek. Prowadzi gospodarstwo nastawione na chów bydła opasowego, posiada około 80 sztuk bydła i chciałby rozwijać produkcję. W jego przypadku strefę ograniczającą możliwość zabudowy wyznaczono bardzo blisko istniejących budynków gospodarskich.

„Mam trójkę dzieci i ten plan gospodarczy zrobili mi po prostu po ścianie z obory, że nie mogę się w ogóle rozwijać. Kompletnie w ogóle. Nawet wiaty nie postawię, bo w niektórych gospodarstwach porobili chociaż te 4 metry czy 5 od budynku, a u mnie zrobili to po ścianie” – mówił Brudalski.

W jego ocenie taki zapis może mieć bardzo konkretne konsekwencje dla gospodarstwa, zwłaszcza że rolnicy muszą dostosowywać budynki i infrastrukturę do kolejnych wymogów.

„Agencja wymaga od nas płyt obornikowych, silosów na kiszonki, a ochrona środowiska wymaga, żeby sprzęt stał na utwardzonym gruncie, albo najlepiej pod wiatą, żeby te oleje kapały do gruntu – i co my mamy teraz zrobić?” – pytał.

Brudalski zwracał uwagę również na problem przekazywania gospodarstw kolejnemu pokoleniu.

„Jak ja mam pokazać tym dzieciom, że mogą zostać na tym gospodarstwie, że będą z tego żyć, skoro oni już są zamknięci na samym początku?” – pytał.

Ponad 100 ha i gospodarstwo prowadzone z synem. „Ktoś obcy decyduje za naszą przyszłość”

Swoimi obawami podzielił się również Ireneusz Migielski z Kruczyna. Prowadzi ponad 100-hektarowe gospodarstwo wspólnie z synem, zajmuje się produkcją mleka oraz hodowlą bydła opasowego.

„Tak jak już koledzy wspomnieli, ktoś obcy, nie mający pojęcia o czymkolwiek, decyduje za nas, za naszą przyszłość” – stwierdził Migielski.

Rolnik podkreślał, że możliwość rozwoju gospodarstw ma znaczenie nie tylko dla samych rolników, ale również dla budżetu gminy.

„Jeżeli się postawi budynek następny i następny, czy cokolwiek jeszcze innego, my będziemy za to płacić podatki. A w tym układzie zostajemy my bez środków, gmina bez środków i za chwilę będziemy skansenować” – przekonywał.

Brak informacji o procedowanym planie

Rolnicy zwracali też uwagę na brak informacji o procedowanym planie. Tomasz Bąk mówił, że mieszkańcy jego miejscowości nie otrzymali, w jego ocenie, wystarczających informacji na temat planowanych zmian.

„Na dzień dzisiejszy nie mamy żadnego powiadomienia od niego, od sołtysa, od radnego, od izb rolniczych. Nic się nie dzieje, nikt nic nie wie, to jest coś niesamowitego” – powiedział.

Goliński zapowiada dalszą walkę

Podczas konferencji Dariusz Goliński ostro krytykował wójta gminy Nowe Miasto nad Wartą Wiesława Schreibera oraz projekt planu ogólnego. Porównywał sytuację Nowego Miasta nad Wartą z sąsiednią gminą Krzykosy, gdzie – jego zdaniem – w projekcie przewidziano znacznie więcej możliwości zabudowy.

Goliński kwestionował również tłumaczenie, że ograniczenia wynikają przede wszystkim z uwarunkowań środowiskowych. Wskazywał na przedstawioną podczas konferencji mapę i argumentował, że nie wyjaśnia ona tak dużego zakresu stref ograniczających zabudowę. W jego ocenie odpowiedzialność za kształt projektu ponoszą władze gminy, a nie wyłącznie autorzy dokumentu planistycznego. Zarzucał wójtowi również brak odpowiedniego dialogu z mieszkańcami.

Podczas wystąpienia poruszył także kwestie związane z planowaną infrastrukturą kolejową oraz przyszłością szkoły w gminie. Pytał m.in., czy w związku z inwestycjami kolejowymi w rejonie Nowego Miasta przewidywane są także inne obiekty, w tym infrastruktura wojskowa.

Możliwe referendum w sprawie odwołania wójta i rady gminy

Na zakończenie Goliński zapowiedział, że jeśli projekt planu nie zostanie zmieniony zgodnie z oczekiwaniami protestujących, mieszkańcy mogą sięgnąć po kolejne formy nacisku. Padła również zapowiedź rozpoczęcia procedury referendum w sprawie odwołania wójta i rady gminy. Goliński przekonywał, że przy odpowiedniej mobilizacji mieszkańców możliwe byłoby zebranie wymaganej liczby podpisów. Zapowiedział także dalsze działania podczas sesji rady gminy, jeśli postulaty rolników nie zostaną uwzględnione.

Dla gospodarzy stawką jest przede wszystkim możliwość dalszego prowadzenia i rozwijania produkcji. Jak wynika z ich wypowiedzi, obawiają się, że przyjęcie projektu w obecnym kształcie może ograniczyć możliwość budowy niezbędnej infrastruktury, a w konsekwencji utrudnić przekazywanie gospodarstw kolejnemu pokoleniu.

Źródło: oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. YT Głos Średzki, wrp.pl

Fot. Pexels / Thái Trường Giang

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *