300 ha, 200 sztuk bydła i cztery ciągniki. Syn musi pokazać, że umie decydować

300 ha, 200 sztuk bydła i cztery ciągniki. Syn musi pokazać, że umie decydować

W wielkopolskim Radolinku pod Czarnkowem Joanna i Radosław Danilewiczowie prowadzą jedno z największych w Polsce gospodarstw zajmujących się hodowlą bydła białogrzbietego – rasy zachowawczej. Stado liczy 100 matek i 100 sztuk młodzieży, co czyni je największym w kraju. Gospodarstwo obejmuje 100 ha gruntów ornych, na których uprawiane są trawy, łubin i wyka, oraz 200 ha użytków zielonych, z których pozyskuje się siano i sianokiszonkę. W pełni wyposażony park maszynowy to m.in. cztery ciągniki.

Historia gospodarstwa sięga 80 lat, kiedy to dziadek Radosława – Szymon – hodował bydło, trzodę, konie i kury. Jednak to właśnie krowy okazały się trwałym elementem rodzinnej tradycji. Radosław przejął gospodarstwo w 2005 roku, mając zaledwie 12,5 ha i około 30 sztuk bydła. Wraz z żoną Joanną, która wcześniej pracowała w ZUS-ie, a on w korporacji, stopniowo rozwijali majątek. Po pięciu latach wspólnej pracy z ojcem doszło do sporów o zarządzanie, ale ostatecznie udało się wypracować kompromis.

Obecnie w gospodarstwie pracuje także 18-letni syn Wojtek, który od dziecka interesuje się maszynami rolniczymi. Pierwszy raz usiadł za kierownicą ciągnika w wieku 8 lat, a w wieku 11 lat układał baloty na polu. Wojtek przyznaje, że bardziej pociąga go sprzęt niż zwierzęta, ale chętnie pomaga przy bydle – uczestniczy w wycieleniach, kolczykowaniu cieląt czy przepędzaniu zwierząt na pastwiska. Jego pasją są samochody, które sam remontuje i którymi ściga się na wyścigach. Po wakacjach czeka go ostatni rok nauki w szkole samochodowej.

Rodzice zdają sobie sprawę, że przyszłość gospodarstwa zależy od decyzji dzieci. Córka Zuzanna, która ukończyła liceum i szkołę rolniczą, na razie chce sprawdzić się w innym zawodzie. Danilewiczowie dają dzieciom czas – około 10 lat – na podjęcie decyzji. Jak podkreśla Radosław, kluczowe jest, aby młode pokolenie wykazało się odpowiedzialnością i umiejętnością podejmowania decyzji. „Jeśli syn udowodni, że potrafi, bardzo chętnie dam się zdetronizować” – mówi z uśmiechem.

Wojtek deklaruje, że w przyszłości mógłby przejąć gospodarstwo, ale potrzebuje wsparcia ojca i stopniowego wchodzenia w obowiązki. „Na początku ważne byłoby wspólne podejmowanie decyzji” – zaznacza. Rodzice podkreślają, że przekazanie gospodarstwa to proces, który wymaga dojrzałości i gotowości do wzięcia odpowiedzialności.

Fot. Pexels / mohamed abdelghaffar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *