Historia gospodarstwa Bartosiewiczów na Kaszubach zaczęła się nietypowo – od ratowania poniemieckiego pałacu w Jaworach. Teściowie Ani Bartosiewicz przyjechali tam w 2000 roku, a ponieważ obiekt był nierozerwalnie związany z kompleksem gospodarczym, nie mogli wydzierżawić samego budynku. Tak – jak wspomina rolniczka – wszystko się zaczęło.
Od zera do certyfikowanej ekologii
Rodzice męża nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z rolnictwem. Gdy pojawiła się konieczność zagospodarowania gruntów, brak doświadczenia skłonił ich do wyboru produkcji ekologicznej – zamiast ślepych inwestycji w intensywną uprawę. Od 2004 roku, czyli od wejścia Polski do Unii Europejskiej, gospodarstwo posiada certyfikat ekologiczny. W 2012 roku rodzina wykupiła majątek na własność.
Dziś Bartosiewiczowie wspólnie gospodarują na 360 hektarach ziemi klasy IVb i V. Struktura areału jest zróżnicowana: 150 ha to grunty orne, drugie 150 ha zajmują łąki i pastwiska, a pozostałe 60 ha stanowią jeziora i lasy.
Owies, gryka i lucerna zamiast kukurydzy
Głównymi uprawami od początku są owies (plon 2,5–3 t/ha) oraz gryka (1 t/ha), które naprzemiennie zajmują największy areał. Owies w całości trafia na rynek niemiecki, gdzie przerabiany jest na płatki. Ze względu na specyficzny mikroklimat gospodarstwo stawia też na koniczynę czerwoną i groch, a w 2024 roku na 16 ha zadebiutowała lucerna. Wszystkie uprawy przeznaczane są na kiszonkę dla bydła, a koniczyna dodatkowo na nasiona.
Kukurydzę, którą kiedyś uprawiano, trzeba było porzucić – gospodarstwo otoczone jest lasem, a presja zwierzyny leśnej okazała się zbyt duża. Groch dobrze ją zastępuje, dając średni plon 1,5 t/ha. W żywieniu bydła wykorzystuje się około 35% plonów produkcji roślinnej.
Bydło limousine i przetwórstwo zamiast sprzedaży jałówek
Hodowlę bydła rozpoczęto w 2009 roku, kupując parę jałówek. Wcześniej w gospodarstwie trzymano owce rasy czarnogłówka, a potem pomorskiej zachowawczej, jednak spadek zapotrzebowania na wełnę i niewielka popularność baraniny w Polsce przesądziły o rezygnacji. Dziś stado limousine liczy 90 sztuk, a docelowo ma wzrosnąć do 120–130 krów. Żywienie opiera się na TMR – dawka składa się z siana i kiszonki z lucerny, a dzienna porcja na krowę wynosi około 30 kg.
Przełom nastąpił, gdy Ania i Jim Bartosiewiczowie skończyli studia na Politechnice Gdańskiej i osiedlili się na stałe w gospodarstwie. Zaczęli przetwarzać własne produkty, w tym ekologiczną wołowinę. Bydło o masie 600–700 kg ubijane jest cztery razy w roku w certyfikowanej ubojni, co daje 2,5 tony mięsa rocznie. Polędwica kosztuje 250 zł/kg, zrazówka 64 zł/kg, mięso mielone 50 zł/kg, a stekowe około 90 zł/kg. Sprzedaż odbywa się w ramach rolniczego handlu detalicznego.
Wesele, prasa do tłoczenia i zakwas z buraka
Zanim pojawiła się wołowina, Bartosiewiczowie zaczęli od tłoczenia olejów na zimno – rzepakowego, lnianego i rydzowego z lnianki. Pieniądze z wesela zainwestowali w prasę do tłoczenia. Olej rzepakowy musieli jednak porzucić – w uprawie ekologicznej nie dało się opanować szkodników. Dziś oleje są jedynie dodatkiem do asortymentu.
Stopniowo wprowadzali kasze: gryczaną, jęczmienną i jaglaną, a następnie warzywa. Z kapusty białej i czerwonej robią kiszonkę, a z pekińskiej – kimchi. Uprawiają też ziemniaki, buraki ćwikłowe, marchew, pietruszkę, cebulę i seler. Z buraków powstaje około 5 tysięcy litrów zakwasu rocznie – butelka 0,75 l kosztuje 22 zł. Produkty trafiają głównie do sklepów w Trójmiastie i Słupsku oraz na Bazarek Natury w Krępie Słupskiej.
Obieg zamknięty i naukowe ambicje
Gospodarstwo działa w obiegu zamkniętym: obornik z bydła wraca na pola, a odpady z produkcji roślinnej i przetwórstwa trafiają do paszowozu. Dzięki temu nic się nie marnuje. W 2022 roku Eko Elita zdobyła tytuł najlepszego gospodarstwa ekologicznego w województwie pomorskim i II miejsce w kraju, a w 2024 roku uznano je za trzecie najlepsze przetwórstwo ekologiczne w Polsce.
Ania Bartosiewicz realizuje doktorat wdrożeniowy dotyczący usprawnienia produkcji zakwasu i jego wpływu na oś jelito–mózg, a jej mąż rozpoczyna doktorat o zagospodarowaniu odpadów poubojowych do produkcji kolagenu. Jak sama mówi – pomysłom nie ma końca.
