Z Gdańska na wieś: historia rolnika, który rzucił wszystko dla gospodarstwa

Z Gdańska na wieś: historia rolnika, który rzucił wszystko dla gospodarstwa

Od DJ-a do rolnika – nietypowa droga życiowa

Oskar Pryczyniec, mieszkaniec wsi Smoląg w gminie Bobowo (województwo pomorskie), jeszcze kilka lat temu prowadził zupełnie inne życie. Pracował w gastronomii, był DJ-em, miał własny lokal w Gdańsku. Jednak pandemia i zmęczenie miejskim stylem życia skłoniły go do radykalnej decyzji – przeprowadzki na wieś.

„Wstałem po nocce i powiedziałem do narzeczonej: Wyprowadzamy się na wieś. Tego dnia znalazłem gospodarstwo. Trzy godziny później byliśmy na miejscu. Tydzień później składaliśmy wniosek o kredyt” – wspomina Oskar.

To nie była zwykła przeprowadzka, lecz całkowita zmiana życia. Z miasta, gdzie tętniło życie nocne, przeniósł się do wsi liczącej około 100 mieszkańców, z czego realnie mieszka mniej niż połowa. Jak sam mówi, to najmniejsze społeczeństwo w powiecie, z zaledwie trzema aktywnie gospodarującymi rolnikami – on jest jednym z nich.

Początki nie były łatwe

Reakcja lokalnej społeczności na przybysza z miasta była początkowo pełna dystansu. Tatuaże, długie włosy, miejski styl – to wszystko budziło nieufność. Jednak z czasem, gdy mieszkańcy zobaczyli, że Oskar naprawdę pracuje w polu, stosunek się zmienił.

„Na początku patrzyli na nas jak na kosmitów. Ale jak zobaczyli, że naprawdę pracuję w polu, to się zmieniło” – opowiada.

Z czasem zaakceptowano go na tyle, że został sołtysem – pierwszym napływowym w historii wsi, który tak szybko zdobył zaufanie mieszkańców.

Gospodarstwo od podstaw

Dziś gospodarstwo Oskara i jego żony to niecałe 5 hektarów własnej ziemi oraz 30 hektarów dzierżawionych. Rozpoczynali od siedliska i jednego hektara. Sprzęt, którym dysponują, często jest używany i remontowany własnymi siłami – m.in. stara C-360, którą sami wyremontowali.

Głównym źródłem utrzymania są konie (10 sztuk) oraz agroturystyka. Oskar jest podkuwaczem koni, a jego żona trenerem jazdy konnej. Kury i kozy pełnią rolę dodatku, głównie dla dzieci i gości.

Trudności z systemem dopłat

Oskar głośno krytykuje system wsparcia dla młodych rolników. W ubiegłym roku ubiegał się o premię, ale został odrzucony z powodu posiadania gospodarstwa dłużej niż 24 miesiące oraz prowadzenia działalności rolniczej.

„Program młody rolnik? Totalna kpina. Zostałem całkowicie wykluczony. Mam ziemię, rozwijam gospodarstwo, ale nie spełniam definicji młodego rolnika. Czyli kto nim jest? Tylko ten, kto przejmuje hektar po ojcu?” – pyta retorycznie.

Jego zdaniem system premiuje dziedziczenie, a nie realne rozpoczynanie działalności od zera. Uważa, że dopłaty w praktyce wyrównują koszty produkcji, a nie stanowią źródła dochodu.

Media społecznościowe bez upiększeń

Oskar prowadzi profile „Farma Oskara” na TikToku, Facebooku i Instagramie, gdzie pokazuje codzienność gospodarstwa – zarówno sukcesy, jak i porażki. Jak sam przyznaje, pokazuje setki swoich wpadek: utopiony ciągnik, złamane maszyny, błędy. To przynosi mu zasięgi i wyróżnia go na tle innych rolników.

„Kontrowersje dają zasięgi. A ja pokazuję rolnictwo z innej strony” – mówi.

Przyszłość małych gospodarstw

Oskar nie ma złudzeń co do przyszłości rolnictwa w Polsce. Jego zdaniem małe gospodarstwa będą znikać, a pozostaną tylko duże. Prognozuje, że odsetek społeczeństwa zajmującego się produkcją żywności spadnie z 3% do 1%.

Na koniec podkreśla, że do miasta już nigdy by nie wrócił. Jego życie to mieszanka pracy w barze i przy kowadle, raz w siodle, raz w traktorze.

Fot. Pexels / Ofir Eliav

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *