Wielkanocny sezon na rynku hurtowym Bronisze w Warszawie przyniósł niezwykłą sytuację. Po raz pierwszy w tym roku pojawiły się krajowe truskawki z upraw szklarniowych, które muszą konkurować z rekordowo tanim importem, głównie z Grecji. Ta zbieżność dostaw stworzyła unikalny obraz podziału cenowego i jakościowego na rynku owoców miękkich.
Dwa światy na jednym stoisku
Na stoiskach handlowców wyraźnie widać dwie różne oferty. Z jednej strony leżą duże, często bardzo dojrzałe, truskawki greckie. Z drugiej – mniejsze, ale jędrniejsze i bardziej aromatyczne, polskie owoce ze szklarni. Różnica w cenie jest jednak znacząca. Jak podają źródła rynkowe, importowane truskawki z Grecji można kupić hurtowo już od 8 do 12 złotych za kilogram. To efekt dużego napływu towaru i pewnego załamania cen na rynku importowym.
Polski produkt w cenie premium
Zupełnie inaczej prezentuje się sytuacja rodzimych producentów. Krajowe truskawki szklarniowe, które dopiero rozpoczynają sezon, kosztują od 25 do nawet 35 złotych za kilogram. Taka dysproporcja wynika z wyższych kosztów produkcji w kontrolowanych warunkach (ogrzewanie, światło) oraz z faktu, że podaż jest jeszcze bardzo ograniczona. Polskie truskawki trafiają głównie do sieci handlowych i restauracji poszukujących produktu wysokiej jakości, często z certyfikatem krajowego pochodzenia.
Co wpłynęło na załamanie cen importu?
Eksperci rynku rolno-spożywczego wskazują na kilka kluczowych czynników. Po pierwsze, sprzyjająca aura w basenie Morza Śródziemnego przyspieszyła zbiory w Grecji, co zwiększyło podaż. Po drugie, logistyka – dostawy są regularne, a konkurencja między importerami silna. Po trzecie, truskawka importowa trafia na rynek masowy, gdzie kluczową rolę odgrywa cena, a niekoniecznie smak czy trwałość, które są atutami owoców zbieranych w pełnej dojrzałości w lokalnych szklarniach.
„To klasyczny przykład gry rynkowej na początku sezonu” – komentuje anonimowo jeden z hurtowników. „Import zalewa rynek, obniżając ceny, ale klienci szukający prawdziwego smaku wiosny i wspierający lokalnych producentów są gotowi zapłacić więcej. Za kilka tygodni, gdy ruszą uprawy tunelowe, a potem polowe, sytuacja będzie się dynamicznie zmieniać”.
Perspektywy dla konsumentów i plantatorów
Dla konsumentów oznacza to szerszy wybór: tańsze owoce do przetworów czy deserów oraz droższe, ale najwyższej jakości, do bezpośredniego spożycia. Dla polskich plantatorów szklarniowych obecna wysoka cena jest rekompensatą za poniesione koszty i ryzyko. Prawdziwa próba sił nastąpi w maju i czerwcu, gdy na rynek trafią truskawki z upraw polowych. Wówczas okaże się, czy konsumenci wciąż będą skłonni płacić premium za wcześniejszy zbiór, czy też zwycięży atrakcyjna cena sezonowego, polskiego produktu masowego.
Rynek Bronisze, będący barometrem sytuacji w kraju, już teraz pokazuje, że nadchodzący sezon truskawkowy będzie niezwykle ciekawy i pełny napięć na linii import – produkcja krajowa.
Foto: pliki.sadyogrody.pl
