Wiosenne przymrozki, które nawiedziły Lubelszczyznę, przyniosły ogromne zniszczenia w sadach regionu, szczególnie w przypadku odmian Jonagold i Red Delicious. Mimo że Wyżyna Lubelska tradycyjnie uchodziła za obszar mniej podatny na takie zjawiska, tegoroczne ochłodzenie okazało się wyjątkowo dotkliwe. Sadownicy, którzy liczyli na stabilne zbiory, muszą teraz mierzyć się z realnym ryzykiem znacznego spadku produkcji.
O sytuację po przymrozkach zapytaliśmy Damiana Palusa, doświadczonego eksperta w dziedzinie sadownictwa. Według niego, straty w niektórych gospodarstwach sięgają nawet 70-80% w przypadku najbardziej wrażliwych odmian. „To był trudny sezon, ale sadownicy z Lubelszczyzny są przyzwyczajeni do ryzyka. Mimo wszystko wielu z nich decyduje się na dalsze inwestycje, licząc na lepsze prognozy w kolejnych latach” – mówi Palus.
Przymrozki w kwietniu i maju to zjawisko, które w ostatnich latach występuje coraz częściej, co eksperci wiążą ze zmianami klimatycznymi. W Polsce, według danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, średnia temperatura wiosną wzrosła o 1,5°C w ciągu ostatnich 30 lat, ale jednocześnie zwiększyła się zmienność pogody. To sprawia, że sadownicy muszą stosować coraz bardziej zaawansowane metody ochrony, takie jak nawadnianie przeciwprzymrozkowe czy stosowanie osłon.
Mimo strat, wielu producentów z Lubelszczyzny nie rezygnuje z upraw. Region ten, znany z wysokiej jakości jabłek, wciąż przyciąga inwestorów, a lokalne grupy producenckie starają się minimalizować ryzyko poprzez ubezpieczenia i dywersyfikację odmian. Jak podkreśla Palus, „hazard w sadownictwie to codzienność, ale bez ryzyka nie ma zysków”. W najbliższych tygodniach kluczowe będą dalsze prognozy pogody oraz działania wspierające regenerację drzew.
Foto: images.pexels.com
