Natalia Suchanek z Komprachcic pod Opolem mogła rozwijać karierę w zawodzie ekonomisty, ale wybrała zupełnie inną drogę. Dziś prowadzi rodzinne gospodarstwo warzywnicze, obsługuje maszyny rolnicze i sprzedaje swoje produkty bezpośrednio klientom.
Od zera do trzech hektarów warzyw
Gospodarstwo rodzinne w Komprachcicach od lat zajmuje się produkcją zbóż i kukurydzy – ojciec i bracia Natalii gospodarują na około 180 hektarach. Ona jednak postanowiła pójść własną ścieżką i rozpoczęła uprawę warzyw praktycznie bez wcześniejszego doświadczenia. Wszystkiego uczyła się samodzielnie – od uprawy, przez obsługę sprzętu, aż po sprzedaż.
Obecnie na trzech hektarach uprawia szeroki wachlarz warzyw: marchew, pietruszkę, seler, por, cebulę, buraki, ogórki, pomidory, paprykę, szpinak, jarmuż, fasolkę, arbuzy oraz kilka odmian ziemniaków. Największy areał zajmują ziemniaki, w tym czerwona Red Sonia, żółte Vega i Soraya oraz fioletowa Provita. Uprawia także niewielką ilość odmiany Rote Emma o różowym miąższu, którą znalazła w internecie – na razie w charakterze eksperymentu.
Dlaczego nie sprzedaje do skupu?
Przy tak zróżnicowanej produkcji sprzedaż hurtowa nie sprawdza się najlepiej. Jak sama tłumaczy, ma zbyt wiele różnych warzyw, a jednocześnie nie dysponuje ilością jednego gatunku, jakiej oczekują skupy. Przy naturalnym systemie uprawy uzyskuje około 25–30 ton ziemniaków z hektara, ale rozkłada to na kilka odmian. Dlatego postawiła na różnorodność i sprzedaż bezpośrednią.
W pracy nie zawsze jest sama – wspierają ją siostra, teściowa, ojciec i bracia, gdy mają mniej zajęć w polu, oraz jedna zatrudniona osoba.
Rolniczy Handel Detaliczny i targ w Opolu
Swoje warzywa i jajka Natalia sprzedaje w ramach Rolniczego Handlu Detalicznego. Rejestracja w weterynarii w Opolu przebiegła sprawnie, a pracownicy krok po kroku wyjaśnili jej wszystkie etapy. Jednym z kluczowych miejsc sprzedaży jest sobotnia kooperatywa spożywcza w Opolu, gdzie spotyka klientów oraz innych rolników produkujących naturalną i ekologiczną żywność.
Początki nie były łatwe. Na targu początkowo towarzyszył jej mąż, który – jak przyznaje – jest bardziej rozmowny. Z czasem klienci zaczęli dopytywać o warzywa, interesować się gospodarstwem i wracać po kolejne zakupy. Dziś Natalia jeździ na targ samodzielnie.
Świeże warzywa prosto z pola
Rolniczka nie prowadzi sklepu przy gospodarstwie, ale klienci mogą przyjechać po zamówione produkty. Większość warzyw pozostaje na polu do momentu złożenia konkretnego zamówienia – dopiero wtedy Natalia jedzie i zbiera potrzebną ilość. Dzięki temu warzywa trafiają do klienta świeże, prosto z pola.
W sprzedaży pomaga jej internet. Wraz z siostrą prowadzi profil na Facebooku, publikuje zdjęcia i filmy z gospodarstwa, pokazuje maszyny, uprawy i codzienną pracę. Korzysta również z aplikacji sprzedażowych. Jak zauważa, media społecznościowe nie zawsze przekładają się bezpośrednio na zamówienia – ludzie piszą, pytają, interesują się, ale trudno zmierzyć, ilu klientów trafia na sobotni targ właśnie dzięki nim. Najważniejszy pozostaje dla niej bezpośredni kontakt.
250 kur i około 180 jaj dziennie
Warzywa to niejedyna część gospodarstwa. Od grudnia Natalia hoduje kury – początkowo kilka sztuk dla rodziny, ale gdy klienci zaczęli pytać o jajka, stado rozrosło się do 250 kur. Codziennie zbiera około 180 jaj, które również trafiają do sprzedaży.
To dla niej zupełnie nowe doświadczenie – w dzieciństwie kury hodowała babcia, ale sama wcześniej nie miała do czynienia ze zwierzętami. Podobnie jak w przypadku warzyw, wszystkiego uczy się samodzielnie. Kury mają wolny wybieg, a ich żywienie opiera się na zbożu z własnego gospodarstwa – Natalia nie kupuje gotowej, mielonej paszy. Rozważa dokupienie kolejnych niosek i myśli o zielononóżkach.
Przy hodowli stawia na profilaktykę i naturalne rozwiązania – kury dostają m.in. cebulę, czosnek i pokrzywy. Do tej pory nie musiała leczyć stada z powodu choroby.
Maszyny nie są jej obce
Żeby mieć co sprzedawać, trzeba najpierw wszystko wyprodukować. Natalia nauczyła się więc obsługiwać pojazdy i sprzęty rolnicze. Jak mówi, operuje właściwie wszystkimi maszynami. Szczególnie lubi traktor z kombajnem do ziemniaków, wózek widłowy oraz ładowarkę kołową, która ułatwia przeładunek warzyw z kombajnu.
Nie zawsze jednak wsiadała do maszyny bez zastanowienia. Kiedy trzeba było wykopać ziemniaki, a mąż był w pracy, rodzina często czekała na niego do wieczora. Wtedy razem z siostrą postanowiły działać samodzielnie – wykopały ziemniaki i wszystko się udało. Dziś Natalia nie chce być zależna od tego, czy ktoś akurat będzie mógł przyjechać i pomóc.
„Jestem magistrem ekonomii, a grzebię w tej ziemi”
Natalia jest magistrem ekonomii, ale zamiast rozwijać karierę w wyuczonym zawodzie, została w gospodarstwie. Dużym impulsem były dzieci – kiedy zaszła w ciążę, zaczęła myśleć o tym, jakie warzywa chce mieć na rodzinnym stole. Chciała produkować je w zgodzie z naturą.
Dlatego nie stosuje środków ochrony roślin, takich jak herbicydy czy insektycydy. Chwasty usuwa ręcznie, motyką i podczas pracy na kolanach. Do nawożenia wykorzystuje naturalne nawozy, a jeśli potrzebuje ochrony roślin, sięga po rozwiązania dostępne w rolnictwie ekologicznym. Nie posiada jednak certyfikatu produkcji ekologicznej – jak sama mówi, jeszcze nie weszła w certyfikację, choć uprawia warzywa naturalnie. Taki sposób gospodarowania oznacza znacznie więcej pracy ręcznej.
Wsparcie rodziny i codzienna praca
Prowadzenie gospodarstwa oznacza dla Natalii samodzielność – nie tylko w podejmowaniu decyzji, ale też w codziennej pracy. Kiedy czegoś nie umie, uczy się. Tak było z maszynami, uprawą warzyw i hodowlą kur. Nie ukrywa jednak, że rolnictwo to ciężka praca – tylko w deszczu nie pracuje się w polu, a w upały i tak trzeba być na zewnątrz.
Jej zdaniem kobieta na gospodarstwie musi być gotowa zarówno do pracy fizycznej, jak i do ciągłego uczenia się. Choć często podkreśla, że wiele rzeczy robi sama, nie ukrywa, że za jej samodzielnością stoi także mąż – to on jest jej największym wsparciem i motorem wielu zmian. To właśnie mąż namówił ją na zrobienie prawa jazdy, żeby mogła samodzielnie jeździć ciągnikiem.
Trzy hektary na razie wystarczą
Powierzchnia trzech hektarów jest dla Natalii wystarczająca. Większy areał oznaczałby konieczność zatrudnienia kolejnych osób, a już teraz pracy jest dużo – uprawa, ręczne odchwaszczanie, zbiory, przygotowywanie zamówień, wyjazdy na targ, sprzedaż internetowa, media społecznościowe i opieka nad kurami zajmują większość czasu.
Natalia pokazuje jednak, że kobieta w gospodarstwie nie musi ograniczać się do jednej roli. Może prowadzić produkcję, nauczyć się obsługi maszyn, sama stanąć za stoiskiem i znaleźć własny sposób na sprzedaż. Zaczynała od warzyw, potem pojawiły się kury i jajka, a dziś ma RHD, targ w Opolu, zamówienia z gospodarstwa i sprzedaż internetową. W głowie ma już kolejne pomysły – i choć zaczynała od zera, wie, że nie trzeba znać wszystkich odpowiedzi na początku.
