wheat field drought

Druga dawka azotu w pszenicy: rolniczy dylemat w obliczu suszy

Nawożenie zbóż w warunkach suszy

Wiosenne nawożenie zbóż, a w szczególności aplikacja drugiej, kluczowej dawki azotu w pszenicy, stało się w tym sezonie niezwykle trudnym wyzwaniem. Rolnicy w całym kraju stoją przed poważnym dylematem agrotechnicznym, który w dużej mierze zależy od kaprysów pogody. Brak znaczących opadów deszczu w wielu regionach Polski sprawia, że decyzja o wysiewie nawozów przypomina grę w rosyjską ruletkę, gdzie stawką są plony i opłacalność produkcji.

Azot bez wody jest bezużyteczny

Podstawowa zasada agronomii, o której przypomina profesor Witold Szczepaniak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, jest nieubłagana: bez wody azot nie działa. Nawóz azotowy, aby mógł zostać pobrany przez rośliny i efektywnie wykorzystany, musi się rozpuścić w roztworze glebowym i przemieścić w strefę korzeniową. W warunkach deficytu wilgoci, granulki nawozu leżą na powierzchni lub w wierzchniej warstwie gleby, nie uruchamiając się. Co więcej, w przypadku nawozów amonowych lub mocznika, sucha gleba uniemożliwia prawidłowy proces nitryfikacji, czyli przekształcenia form amonowych w azotanowe, które są łatwiej przyswajalne przez zboża.

„Sianie 'na sucho’ wiąże się z ogromnym ryzykiem straty cennego składnika” – podkreśla prof. Szczepaniak w rozmowie z portalem farmer.pl. „Jeśli po aplikacji nie spadnie deszcz, nawóz nie zostanie włączony w obieg glebowy. Może dojść do strat poprzez ulatnianie się amoniaku, zwłaszcza w przypadku mocznika rozsianego na suchej glebie, lub do późniejszego wymycia nagromadzonych soli przy pierwszym, gwałtownym opadzie.”

Gra z czasem i prognozami

Opóźnianie aplikacji drugiej dawki azotu również nie jest pozbawione konsekwencji. Pszenica ozima wchodzi w kluczową fazę strzelania w źdźbło i kłoszenia, kiedy zapotrzebowanie na azot jest największe. Niedobór tego pierwiastka w tym okresie prowadzi do redukcji liczby kłosków i ziaren w kłosie, co bezpośrednio i nieodwracalnie obniża potencjał plonotwórczy plantacji.

Rolnicy są zatem zmuszeni do nieustannego monitorowania prognoz pogody i podejmowania decyzji w warunkach niepewności. Czekanie na zapowiadany deszcz, który często w ostatnich latach „omija” pola, może okazać się zgubne w skutkach. Z drugiej strony, aplikacja nawozu bez perspektywy opadu to czysta spekulacja i ryzyko finansowe.

Praktyczne rekomendacje eksperta

Profesor Szczepaniak sugeruje, aby w tej trudnej sytuacji rozważyć kilka praktycznych rozwiązań:

  • Bardzo wnikliwa obserwacja plantacji i gleby: Decyzję należy podejmować lokalnie, oceniając rzeczywistą wilgotność wierzchniej warstwy gleby na własnym polu, a nie tylko ogólne doniesienia o suszy.
  • Rozważenie formy nawozu: W warunkach zagrożenia suszą, nawozy w formie saletrzanej (azotanowej) działają szybciej, ale są też bardziej podatne na wymywanie. Nawozy amonowe wymagają wilgoci do uruchomienia.
  • Gotowość do szybkiej aplikacji: Warto być przygotowanym technicznie do szybkiego wysiania nawozu bezpośrednio przed spodziewanym, pewnym opadem deszczu.
  • Ograniczenie dawek: W skrajnie trudnych warunkach można rozważyć nieznaczne obniżenie planowanej dawki, aby zminimalizować potencjalne straty finansowe, mając na uwadze ogólny bilans nawozowy i kondycję łanu.

Obecna wiosna po raz kolejny uwypukla wyzwania, przed jakimi staje nowoczesne rolnictwo w dobie zmieniającego się klimatu. Dylemat „podać czy poczekać” w kontekście drugiej dawki azotu staje się symbolicznym wyborem między agresywną strategią nawozową a ostrożnym, defensywnym zarządzaniem ryzykiem. Decyzje podjęte w najbliższych tygodniach zaważą na wysokości tegorocznych zbiorów pszenicy, co ma znaczenie nie tylko dla indywidualnych gospodarstw, ale także dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

Foto: pliki.farmer.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *