Mieszkańcy gminy Pęcław na Dolnym Śląsku od lat zmagają się z problemem bobrów, które niszczą wały przeciwpowodziowe i uprawy rolne. Sytuacja stała się szczególnie niepokojąca po tragicznej powodzi z 2024 roku, która dotknęła Dolny Śląsk, Śląsk Opolski i Ziemię Kłodzką. Rolnicy obawiają się, że jeśli wały nie zostaną odpowiednio naprawione, kolejna wielka woda może przynieść katastrofalne skutki.
Bobry niszczą wały i uprawy
Jak relacjonuje Tomasz Kubiak, rolnik z Wietszyc, bobry zagnieździły się w wałach przeciwpowodziowych nad Odrą i nie zamierzają się stamtąd wyprowadzić. Zwierzęta nie tylko podkopują wały, ale także żerują na uprawach pszenicy, rzepaku i kukurydzy. – Praktycznie wszystkie rośliny zielone są dla nich atrakcyjne, bo potrzebują świeżych gałązek i drzew, a kiedy nie mają do nich dostępu, zaczynają żerować na uprawach rolnych – wyjaśnia Kubiak.
Problem potęguje fakt, że bobry nie mają w tym rejonie naturalnego wroga, a ich populacja stale rośnie. Zdarza się, że zwierzęta ścinają potężne drzewa, które następnie spadają na linie energetyczne. Tak było w przypadku dębu, który uszkodził słup średniego napięcia i pozbawił część mieszkańców prądu.
Bezradność rolników i samorządu
Rolnicy wielokrotnie próbowali zwrócić uwagę na problem. Wójt gminy Pęcław wystąpił do Wód Polskich we Wrocławiu o zgodę na odstrzał bobrów, jednak Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) nie wyraziła na to zgody. Jak wyjaśnia Karolina Motyka, rzecznik prasowy RDOŚ we Wrocławiu, wniosek złożony w październiku 2024 roku początkowo obejmował również zagrożenie wałów, ale ta część została wycofana, ponieważ wały zarządzane są przez Wody Polskie. Ostatecznie gmina wnioskowała o odstrzał 15 bobrów w rejonie cieków, rowów melioracyjnych i stawów, ale RDOŚ uznała, że nie wykazano poważnych szkód, a problem można ograniczyć innymi metodami, np. zabezpieczając brzegi i drzewa metalową siatką.
Rolnicy wskazują również na inne utrudnienia. Arkadiusz Borek, rolnik i myśliwy z Wojszyna, zwraca uwagę, że bobry budują tamy, które zapychają rowy melioracyjne i kanały. Podczas akcji czyszczenia rowów firmy często omijają tamy bobrowe, ponieważ są one objęte ochroną. – Nie chcą się podkładać i jadą dalej, a rolnicy pozostają bezradni – mówi Borek. Dodatkowym zagrożeniem są nory i kanały wykopywane przez bobry, przez które powstają głębokie, niewidoczne dziury. Wjazd maszyną w takie miejsce może doprowadzić do poważnego uszkodzenia sprzętu, a nawet wypadku.
Obawy przed kolejną powodzią
Krystian Kazimierzowicz, rolnik i hodowca zwierząt, podkreśla, że zalane łąki i zniszczone uprawy to mała szkoda w porównaniu z zagrożeniem, jakie niesie ze sobą zły stan wałów. – Nikt tego nie kontroluje. Bobry robią, co chcą – budują tamy, kopią dziury i nory w wałach. Jeżeli nikt nie będzie tego pilnował, w końcu przyjdzie taka woda, że wał może tego nie wytrzymać – ostrzega. – Ja też mieszkam pod tym wałem i mam tam gospodarstwo oraz zwierzęta. Gdyby Odra znowu wylała, nie tylko zwierzęta będą stały w wodzie, ale również domy i całe gospodarstwa.
Sołtys Wietrzyc Waldemar Halarewicz twierdzi, że Wody Polskie nie wywiązują się należycie ze swoich obowiązków. – Wody Polskie twierdzą, że dwa razy w roku konserwują i wykaszają wały, ale ja tego tutaj nie widzę. Wał jest niewykoszony, zniszczony, a bobry robią w nim takie nory, że gdyby przyszła teraz większa woda, to tutaj nas praktycznie nie ma – mówi. – Dwa lata temu, podczas powodzi, ratowali nas strażacy, wojsko i mieszkańcy. Teraz nie ma żadnej gwarancji, że wał wytrzyma.
Wody Polskie planują naprawy
Katarzyna Matysiak, rzecznik prasowy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, informuje, że po przejściu fali wezbraniowej wał został skontrolowany przez zewnętrzną firmę. Stwierdzono punktowe uszkodzenia skarpy odwodnej. W 2025 roku prowadzono prace polegające na usunięciu worków z piaskiem oraz konserwacji wału, ale przetarg nie obejmował naprawy wału. Wody Polskie nie prowadzą osobnej inwentaryzacji nor bobrów, a informacje o ich występowaniu są ujawniane podczas przeglądów. – W bieżącym roku zaplanowano usunięcie uszkodzeń w naszej ocenie priorytetowych. Dalsze naprawy przewidziano do realizacji w roku następnym – przekazuje Matysiak. Oznacza to, że część prac może zostać wykonana dopiero w 2027 roku.
Starosta głogowski Michał Wnuk przyznaje, że od czasu powodzi do Wydziału Zarządzania Kryzysowego wpłynęły dwie interpelacje radnej powiatowej dotyczące pilnych działań naprawczych na wałach. Wnioski trzykrotnie przekazywano do Wód Polskich, ale samorząd nie otrzymał informacji zwrotnej dotyczącej planowanych prac. – Z informacji przekazywanych przez wójtów wynikało, że zakrzewienie wałów było tak duże, że nie pozwalało na zlokalizowanie ewentualnych uszkodzeń – wskazuje starosta.
Nadleśniczy Nadleśnictwa Głogów Adam Grzelczak informuje, że leśnicy prowadzą coroczny monitoring szkód powodowanych przez bobry. W 2026 roku odnotowano szkody na powierzchni 0,17 ha. Nadleśnictwo usuwa wszystkie drzewa niebezpieczne, niezależnie od przyczyny ich powalenia. Jednak suche drzewa leżące w lesie pozostają własnością Lasów Państwowych i nie mogą być zabierane przez rolników.
Mieszkańcy gminy Pęcław nie oczekują, że bobry znikną z doliny Odry. Chcą jednak, aby nory i uszkodzenia wałów były usuwane na bieżąco, a stan obwałowań rzeczywiście kontrolowany. Obawiają się, że kiedy Odra zacznie gwałtownie przybierać, na naprawę może być już za późno.
Fot. Pexels / Andy Coffie
