Rolnik z Kentucky postawił na autonomię po latach suszy
Quint Pottinger, prowadzący gospodarstwo Affinity Farms w pobliżu New Haven w stanie Kentucky, zdecydował się na odważną zmianę w sposobie siewu. Po trzech latach suszy, które zmusiły rodzinę do cięcia wydatków na nasiona, nawozy i dzierżawy, rolnik sprzedał dwa duże ciągniki John Deere serii 8000 oraz dwa siewniki o szerokości około 12 metrów. Zastąpił je znacznie mniejszym zestawem: ciągnikiem o mocy około 130 KM i siewnikiem o szerokości około 6 metrów, który może pracować bez kierowcy nawet 20 godzin na dobę.
Jak wygląda dzień z autonomicznym ciągnikiem?
O godzinie 5:30 Pottinger wysyła wiadomość, która uruchamia komputer ciągnika. Następnie sprawdza obraz z kamer i wydaje polecenie rozpoczęcia pracy. Około 6:00 zestaw rusza z siewem, a rolnik może zająć się innymi zadaniami. Ciągnik pracuje z przerwami na obsługę aż do północy. Po około dwóch godzinach pracy Pottinger dojeżdża na pole, uzupełnia paliwo i nasiona oraz sprawdza stan maszyn. Później kontroluje pracę także w ciągu dnia. System Sabanto umożliwia zdalne sterowanie ciągnikiem i nadzór nad jego pracą, a rozwiązanie Precision Planting o nazwie Panorama daje dostęp do danych z monitora siewnika. Łączność w gospodarstwie zapewnia internet satelitarny Starlink.
Mniejszy zestaw sieje więcej hektarów dziennie
Według Departamentu Rolnictwa Kentucky wcześniejszy zestaw 16-rzędowy pozwalał na zasiew 60–70 akrów dziennie, czyli około 24–28 hektarów. Nowy, 8-rzędowy zestaw obsiewa blisko 100 akrów, czyli około 40 hektarów, pracując nawet 20 godzin na dobę. Rolnik podkreślał, że zależało mu przede wszystkim na ograniczeniu pieniędzy zaangażowanych w sprzęt. Zachował pracowników i przydzielił im inne zadania. Sam również zyskał czas, który wcześniej spędzał za kierownicą podczas siewu.
– Oszczędzaliśmy wszędzie, gdzie mogliśmy. Zostały już tylko maszyny – mówił Pottinger w rozmowie z AgWeb.
Ograniczenia rozwiązania
Autonomiczny ciągnik nie cofa, więc na nieregularnych działkach rolnik musi sam dosiewać narożniki. Pottinger szacował, że na polu o powierzchni około 12–16 hektarów takie miejsca zajmują zwykle około 0,8 hektara. Znaczenie ma również położenie gruntów – rolnik zmienił dobór użytkowanych działek, aby zestaw mógł przemieszczać się między nimi drogami wewnętrznymi. Organizacja gospodarstwa stała się częścią wdrożenia nowej techniki.
Pierwsze plony po autonomicznym siewie
Jesienią 2026 roku Pottingerowie rozpoczęli zbiór kukurydzy, którą po raz pierwszy zasiali autonomicznie. Początek sezonu był trudny: ulewne deszcze i zalania zmusiły ich do ponownego siewu części pól, niektórych nawet trzykrotnie. Mimo to pierwsze wyniki zbiorów przyniosły ulgę. W relacji opublikowanej przez AgWeb 29 września Quint mówił o plonach 200–250 buszli z akra, czyli około 12,6–15,7 tony z hektara, a miejscami więcej. Ziarno podczas zbioru miało około 30% wilgotności. Dla porównania średnie plony w okolicy odpowiadają około 9,4–10,7 tony z hektara, a przez trzy poprzednie lata susza ograniczała wyniki Pottingerów do około 6,3–8,2 tony z hektara.
– To duże i bardzo mile widziane zaskoczenie – przyznawał rolnik.
Autonomia pomogła zmienić organizację siewu i ograniczyć koszty sprzętu. O wyniku sezonu nadal decydują jednak pogoda i warunki na polach. Sam zbiór pozostaje zadaniem ludzi: kombajn oraz ciągnik z wozem przeładowczym prowadzą operatorzy.
Fot. Pexels / wal_ 172619
