Marzenie zaczęło się od filmów w internecie
Historia Tomasza Lenca pokazuje, że pasja do mechaniki nie wymaga zawodowego wykształcenia. Wszystko zaczęło się od oglądania filmów w sieci, na których pasjonaci odbudowywali zabytkowe ciągniki. – Chciałem pokazać, jak taki popularny traktor można trochę unowocześnić – mówi właściciel maszyny.
Wybierając model, kierował się prostotą konstrukcji i łatwym dostępem do części. Choć z zawodu nie jest mechanikiem, wcześniej zajmował się motocyklami. Wiedzę czerpał z książek i internetu, często kosztem snu.
Zakup i pierwsze wyzwania
Kupiony ciągnik to Ursus 4011, który z czasem został wizualnie upodobniony do popularnej C-360. Maszyna była kompletna, ale mocno zużyta – wymagała malowania, uszczelnienia wycieków i wielu napraw. Cena zakupu wyniosła około 15 tys. zł.
Lista prac okazała się długa: silnik nie trzymał ciśnienia oleju, zużyte były hamulce, skrzynia biegów i wykończenie. Większość robót właściciel wykonał samodzielnie. Aby mieć gdzie pracować, najpierw zbudował warsztat.
Lekcja pokory – pęknięta tuleja
Po pierwszym złożeniu silnika i uruchomieniu pojawił się niepokojący objaw – w chłodnicy zaczęły pojawiać się pęcherzyki. Konieczne było ponowne rozebranie jednostki. Okazało się, że pękła tuleja cylindra. Po wymianie silnik zaczął pracować prawidłowo.
– Wszystko było już poskładane, a okazało się, że była pęknięta tuleja. Dopiero po pierwszym odpaleniu wyszły błędy – wspomina Tomasz Lenc.
Dziś przyznaje, że mając obecne doświadczenie, dokładniej sprawdziłby wszystkie elementy już na etapie pierwszego demontażu.
Modernizacje: komfort i funkcjonalność
Właściciel nie dążył do wiernego odtworzenia fabrycznego stanu. Ciągnik miał być zrobiony „po swojemu”. Wymieniono m.in. uszczelnienia hamulców, wyremontowano skrzynię biegów, a także zamontowano hydrauliczne wspomaganie kierownicy dla poprawy komfortu jazdy.
Cała instalacja elektryczna powstała od podstaw. Pojawiły się dodatkowe lampy LED, światła awaryjne oraz kontrolka hamulca ręcznego. Szyby i dach kabiny zyskały siłowniki ułatwiające otwieranie. Sprzęgło przerobiono tak, by wymagało mniejszej siły, a podnośnik wzmocniono.
Uwagę zwraca nietypowy wydech ze stali kwasoodpornej, znaleziony dzięki firmie poznanej na TikToku. W kabinie zastosowano grubą blachę ryflowaną.
Malowanie – metoda prób i błędów
Lakierowanie okazało się jednym z trudniejszych etapów. Właściciel uczył się sam, pracując w warunkach warsztatowych. – Metoda prób i błędów i metoda uciekania przed muchami – śmieje się, wspominając malowanie latem.
Mimo trudności efekt końcowy satysfakcjonuje. – Gdy już było wszystko poskładane, było montowane wspomaganie, zaczęły się pierwsze jazdy i pierwsze łzy wzruszenia i sukcesu z tej ciężkiej pracy – to działa i jeździ!!! – relacjonuje.
Koszty i czas
Cała odbudowa zajęła około roku. Właściciel pracował zawodowo, więc przy ciągniku działał po godzinach – średnio po trzy godziny dziennie. Łączny koszt zakupu, części i remontu przekroczył 40 tys. zł. Ciągnik nie został kupiony z myślą o pracy zarobkowej. – To jest ciągnik po prostu jako takie oczko w głowie, dla pasji, do pojeżdżenia – podkreśla.
Rady dla przyszłych remontujących
Po roku pracy przy maszynie właściciel ma kilka wskazówek dla osób planujących podobny projekt. Zaleca zabranie na oględziny manometru i sprawdzenie ciśnienia oleju w silniku. – Dokładniej posprawdzać hamulce, zajrzeć do sprzęgła, bo to są najbardziej kosztowne rzeczy. Później dużo wychodzi, żeby to zrobić – radzi.
Warto także skontrolować ciśnienie sprężania na cylindrach oraz stan pompy wtryskowej. Im więcej usterek uda się wykryć przed zakupem, tym łatwiej ocenić rzeczywisty koszt remontu i tym mocniejsze argumenty do negocjacji ceny.
Następny projekt – tractor pulling
Odbudowa 4011 nie zakończyła zainteresowania ciągnikami. Kolejną inspiracją okazały się pokazy tractor pullingu podczas Agro Show w Bednarach oraz projekty oglądane w internecie. – Pierwszy raz byłem na czymś takim i ogólnie mi się spodobało. Zrobili show i pomyślałem, że może kiedyś też chciałbym coś takiego zrobić – mówi.
Historia Tomasza Lenca dowodzi, że brak zawodowego przygotowania nie musi oznaczać braku możliwości. Rok wcześniej był zaniedbany Ursus, książki, internet i praca po godzinach. Dziś jest sprawny, mocno zmodyfikowany 4011 stylizowany na C-360. I apetyt na znacznie bardziej szalony projekt.
Fot. Pexels / Mike Bird
