Zawieszony metal w kukurydzy – poważny problem rolników
Sezon zbioru kukurydzy na kiszonkę w 2026 roku obfitował w niepokojące zgłoszenia. Rolnicy z całego kraju informowali o uszkodzeniach maszyn spowodowanych przez metalowe elementy celowo zawieszane na plantacjach. Tym razem w miejscowości Zglechów (woj. mazowieckie, pow. miński, gm. Siennica) udało się ująć sprawcę.
Trzykrotne znalezienie metalu
Jeden z gospodarzy ze Zglechowa, który jednocześnie świadczy usługi zbioru kukurydzy, w tym sezonie trzykrotnie natknął się na metalowe przedmioty ukryte w roślinach. Pracował sieczkarnią Claas Jaguar 960 wyposażoną w detektor metali, jednak wykrywa on jedynie metale szlachetne, a takie nie były zawieszane. W efekcie dwukrotnie doszło do poważnych awarii maszyny.
Podczas pierwszej awarii uszkodzeniu uległy stalnica i gniotownik. Za drugim razem – nóż, gniotownik oraz dwa czopy (jeden się urwał, drugi zgiął). Koszt naprawy rolnik oszacował na około 90 tys. zł, choć w serwisie kwota ta może sięgnąć nawet 250 tys. zł.
Poszukiwania i współpraca z policją
Po pierwszej awarii rolnicy rozpoczęli przeszukiwanie pól. W akcję zaangażowały się całe rodziny. Metal był specjalnie owijany liśćmi, aby był niewidoczny. Mimo sprawdzania plantacji przed zbiorem – nawet do 50 metrów w głąb – za trzecim razem sieczkarnia po przejechaniu około 200 metrów ponownie trafiła na kwasówkę.
Dzięki determinacji i współpracy z Komendą Powiatową Policji w Mińsku Mazowieckim udało się wytypować podejrzanego. Mężczyzna miał się przyznać i wskazać miejsca, w których zawieszał metalowe elementy.
Zagrożenie dla zdrowia i życia
Straty finansowe to nie jedyny problem. Odłamki uszkodzonych części mogą być niebezpieczne dla operatora i osób postronnych. Jak relacjonuje rolnik, podczas jednej z awarii noże poleciały na przyczepę jadącą obok. Gdyby ktoś znajdował się z tyłu, fragment mógłby wybić szybę lub trafić w głowę.
„Dopóki kogoś w końcu za to nie posadzą, to się nie skończy” – ocenia operator sieczkarni.
Problemy z ubezpieczeniem
Rolnicy zwracają uwagę na trudności w rozliczaniu szkód z ubezpieczenia. W przypadku starszych maszyn ubezpieczyciel może uwzględnić amortyzację, co obniża odszkodowanie. W opisywanym przypadku ubezpieczyciel miał przyjąć współczynnik 0,35, argumentując to zużyciem maszyny, z czym rolnik się nie zgadza, podkreślając regularną wymianę kluczowych elementów roboczych.
Sprawa ma finał w sądzie. Gospodarze liczą na dotkliwe konsekwencje dla sprawcy, które odstraszą innych przed podobnymi czynami.
