Karina i Daniel Obrębscy nie zaczynali od idealnego pastwiska, ale od lekcji pokory. Pierwsze jałówki trafiły do Draminka 13 maja 2025 roku – miały 14–17 miesięcy i przyjechały z Farmy Lipowczyce. Zanim zdążyli się nimi nacieszyć, zwierzęta uciekły z pastwiska. Stres po transporcie, nowe otoczenie i pierwsze godziny w obcym miejscu zrobiły swoje. Rodzina, znajomi i sąsiedzi szukali ich po okolicznych wsiach. Dziś wspominają to z uśmiechem, ale wtedy stres był ogromny.
Od pastucha do mobilnych wygrodzeń
Po tym zdarzeniu gospodarze zmienili system zabezpieczeń. Sam pastuch elektryczny, choć działał, nie wystarczył dla zestresowanych krów. Wprowadzili mobilne wygrodzenia pastwiskowe, a do zwykłego pastucha wrócili dopiero wtedy, gdy zwierzęta się uspokoiły i poznały nowe miejsce.
Miejsce, którego nie było w ogłoszeniu
Zanim pojawiły się krowy, Karina i Daniel mieszkali w Warszawie i pracowali zdalnie. To Daniel marzył o własnej ziemi i zwierzętach. Szukali działki na Mazowszu, w rozsądnej odległości od rodzinnych stron Daniela. Obejrzeli około trzydziestu nieruchomości. Draminek był jedną z ostatnich na liście – i nie był oficjalnie wystawiony na sprzedaż. Udało się dotrzeć do właścicieli i dojść do porozumienia. Na miejscu były las, staw, polany i przestrzeń. To wystarczyło.
12,7 ha i stado z imionami
Dziś gospodarstwo ma 12,7 ha własnej ziemi – 9,7 ha pastwisk, 2 ha lasu, staw o powierzchni około 120 m² i siedlisko. W stadzie jest 9 krów matek rasy Red Angus: Gretchen, Grusza, Gift, Gitara, Gościna, Giga, Gonitwa, Gaba i Gloria. Są też cielęta oraz buhaj Fast LA z Lubuskiego Angusowa. Obok bydła pojawiły się kury nioski w „egg mobilu” – mobilnym kurniku przesuwanym po pastwisku. W zeszłym sezonie gospodarstwo odchowało około 300 kurczaków pastwiskowych.
Druga praca, która pochłania jak etat
Karina i Daniel nadal pracują zawodowo zdalnie, a gospodarstwo rozwijają po godzinach. Nie mają stałej ani dorywczej pomocy – prowadzą je we dwoje. Daniel bierze na siebie cięższe prace fizyczne, naprawy, transport paszy i infrastrukturę. Karina odpowiada za kontakt z klientami, media społecznościowe, pakowanie zamówień i organizację dostaw. Zdarzało się, że Daniel wstawał przed czwartą rano.
W pracach polowych wymagających maszyn pomagają sąsiedzi rolnicy – gospodarze nie mają własnego sprzętu do koszenia, zgrabiania czy siewu. Ważną rolę odgrywają też rodzice Daniela, którzy mieszkają niedaleko. Jak podkreślają, bez życzliwości i wsparcia ludzi wokół byłoby znacznie trudniej.
Red Angus i wypas kwaterowy
Wybór rasy nie był przypadkowy. Przed zakupem zwierząt przez wiele miesięcy zbierali informacje i odwiedzali gospodarstwa. Duże znaczenie miało szkolenie weekendowe w Lubuskim Angusowie w lipcu 2024 roku. Szukali rasy spokojnej, z dobrymi cechami matecznymi, łatwymi wycieleniami i zdolnością do całorocznego funkcjonowania w systemie pastwiskowym. 29 maja 2025 roku do stada dołączył buhaj Fast LA.
Pastwiska dzielą na mniejsze kwatery mobilnymi ogrodzeniami elektrycznymi. Częstotliwość przeganiania stada zależy od tempa wzrostu trawy i liczebności zwierząt. Nie wypasają „do ziemi” – zostawiają część roślin, żeby gleba nie była odsłonięta. Podczas suszy wydłużają odpoczynek kwater, a po intensywnych opadach omijają zbyt mokre fragmenty.
Woda, cień i zimowe żywienie
Jedną z najważniejszych inwestycji był system wody na pastwisku – wodociągi doprowadzające wodę do automatycznych poideł. Zwierzęta mają naturalne zadrzewienia dające cień i osłonę przed wiatrem oraz całoroczny dostęp do wiaty. Ku zaskoczeniu gospodarzy zimą korzystały z niej rzadko – chętniej odpoczywały w jej cieniu podczas upałów. Zimą podstawą żywienia jest siano, słoma i sianokiszonka. Część paszy produkują sami, część kupują od sprawdzonych lokalnych rolników.
Sprzedaż bezpośrednia i szkolenie z uboju
Gospodarstwo sprzedaje produkty w formule sprzedaży bezpośredniej. Kluczowy okazał się temat uboju drobiu w gospodarstwie. Karina i Daniel potrzebowali szkolenia, które pozwoliłoby im prowadzić ubój brojlerów na miejscu. Początkowo słyszeli, że nie ma chętnych – nie odpuścili i dopominali się o organizację szkolenia. Kiedy do niego doszło, przyjechało około 40 osób, a organizatorzy musieli wynająć salę, bo nie byli przygotowani na taką liczbę uczestników. Dziś kurczaki są ubijane na miejscu, zgodnie z przepisami.
Jajka rzadko czekają na sprzedaż dłużej niż jeden dzień. Karina pakuje je po zebraniu, a potem gospodarze zawożą je klientom albo klienci odbierają je sami. Jak mówią, nie chcą być najtańsi – chcą, żeby klient wiedział, za co płaci i dlaczego wraca właśnie do nich.
Wołowina dopiero przed nimi
Na stronie gospodarstwa pojawiły się już zapisy na 2027 rok, ale Karina i Daniel podchodzą do tematu spokojnie. Zwierzęta są jeszcze za młode, a gospodarze nie chcą przyspieszać decyzji, które powinny wynikać z rytmu stada. W tym roku jedno wycielenie mocno się opóźniło – cielę urodziło się około 2,5 miesiąca później niż pierwsze. Przez długi czas nie było jasne, czy krowa jest cielna. Ostatecznie wszystko zakończyło się dobrze.
Wypasiony Draminek nie jest opowieścią o prostym sposobie na życie na wsi. To historia gospodarstwa, które powstaje krok po kroku – czasem szybciej, czasem wolniej, często pomiędzy jedną pracą a drugą.
