Kozia Ferma Wysoka: od utraty odbiorcy mleka do zamówień na lata

Kozia Ferma Wysoka: od utraty odbiorcy mleka do zamówień na lata

Z Krakowa na wieś – decyzja o własnym biznesie

Aneta i Andrzej Pająkowie poznali się na studiach w Krakowie – ona kończyła technologię chemiczną na AGH, on budownictwo na Politechnice Krakowskiej. Oboje mieli stabilne posady, ale myśl o własnym gospodarstwie nie dawała im spokoju. Życie w dużym mieście zaczęło im ciążyć, a narodziny syna Bruna przyspieszyły decyzję o przeprowadzce. Początkowo wrócili w rodzinne strony Andrzeja na Śląsku, do Pawłowic Śląskich, gdzie Aneta – jak sama mówi – „złapała rolniczego bakcyla”. Wtedy pojawiła się informacja o 3,5-hektarowym siedlisku na Opolszczyźnie, które pewien rolnik chciał sprzedać. Pająkowie nie wahali się ani chwili.

Kozy mleczne zamiast pieczarkarni

Początkowo rozważali budowę pieczarkarni, ale ostatecznie postawili na hodowlę kóz mlecznych. Kluczowym argumentem była działająca w Głubczycach mleczarnia OSM Turek, która skupowała mleko kozie. Logika była prosta: po co sprowadzać surowiec z Holandii, skoro można go pozyskiwać lokalnie? Zaczynali od 200 kóz rasy saaneńskiej sprowadzonych z Austrii, a w szczytowym momencie stado liczyło 500 zwierząt. Dziś utrzymują około 300 kóz, co pozwala im zarówno dostarczać mleko do przetwórni, jak i samodzielnie je przetwarzać.

Zamknięcie mleczarni i walka o przetrwanie

Niestety, gdy tylko rozpoczęli regularny dój, mleczarnia w Głubczycach została zamknięta. Z dnia na dzień zostali z ogromną ilością mleka i bez odbiorcy. Wcześniej zainwestowali poważne środki – przerobili oborę uwięziową na wolnostanowiskową, kupili halę udojową, wszystko z własnych pieniędzy. Na plecach pojawił się kredyt. „Kiedy zaczęły się zawirowania finansowe, zaczęliśmy wątpić w to, co robimy” – wspomina Aneta Pająk. Część mleka udawało się wysyłać do Czech do suszenia, ale to nie rozwiązywało problemu.

Poszukiwanie nowych odbiorców

Pająkowie zaczęli jeździć po okolicznych rzemieślniczych serowarniach i proponować współpracę. Wówczas większość z nich bazowała na mleku krowim, więc nie było to łatwe. Dziś świadomość walorów mleka koziego jest znacznie wyższa, ale wtedy część przetwórców zaryzykowała i do dziś bierze od nich surowiec. W ten sposób powstało wzajemne wsparcie: przetwórcy mają stałe dostawy, a Pająkowie – stabilny zbyt. Za litr mleka koziego w hurcie otrzymują obecnie 5 zł netto.

Własne przetwórstwo – strzał w dziesiątkę

Trzy lata temu Aneta zdecydowała się na samodzielne przetwórstwo w ramach rolniczego handlu detalicznego. Dziś jest w stanie przerobić nawet 500 litrów mleka dziennie, choć zaczynała od kilku 15–20-litrowych garnków. Z bardzo świeżego mleka, prosto po udoju, powstają sery podpuszczkowe, twarogi, sery dojrzewające oraz sery parzone, czyli ricotta. Ceny wahają się od 90 do 130 zł za kilogram. Samo mleko kozie sprzedają w detalu za 12 zł za litr. Produkty z Koziej Fermy Wysokiej można kupić na Targu na Zielonym w Gliwicach oraz na Bazarze z Utopcem w Polskiej Cerekwi. Co czwartek gospodarstwo otwiera się na klientów, którzy przyjeżdżają z odległych stron Polski, a także z sąsiednich Czech.

Hodowla i żywienie – klucz do sukcesu

Obecnie 300 kóz daje dziennie około 600 litrów mleka. Dój odbywa się dwa razy dziennie – o 6 rano i 6 wieczorem – w 24-stanowiskowej hali udojowej firmy Polanes z wygrodzeniami bok w bok. Każda koza, która wchodzi, otwiera stanowisko dla kolejnej, a dój 24 sztuk trwa około 10 minut. Średnia wydajność kozy to 3,8–4,2 litra mleka dziennie. To zasługa odpowiednio skomponowanej mieszanki paszowej, którą pomógł dobrać doradca żywieniowy. Dzienna dawka pokarmowa to około 3–3,5 kg suchej masy na głowę, wliczając siano, które dostają do oporu. Zwierzęta karmione są ręcznie trzy razy dziennie, choć w planach jest zakup robota paszowego. „Dobre siano to podstawa, dlatego mamy stałych dostawców” – podkreśla Andrzej Pająk. Jak dodaje, w regionie są ziemie I i II klasy, a mimo to pojawia się problem z pozyskaniem dobrego siana. Koza, wbrew obiegowej opinii, jest bardzo wybredna – zmuszona zjeść z głodu, po prostu nie da mleka.

Inseminacja i sprzedaż kozłów rasowych

Około siedem lat temu Aneta ukończyła szkolenie z inseminacji, chcąc profesjonalnie podejść do hodowli. Dzięki temu dla nich zostają kozły o wybitnych cechach genetycznych, a gospodarstwo stało się szanowanym sprzedawcą kozłów rasowych. „To, że mamy zamówienia na parę lat do przodu, jest tego najlepszym dowodem” – mówi podekscytowana. Sprzedają półroczne zwierzęta – kozy za 1,6 tys. zł, a kozły za 3,8 tys. zł za sztukę. Inseminują championki, rocznie około 30 sztuk, pozostałe są kryte haremowo. Skuteczność inseminacji wynosi około 60 proc., dlatego nie ma sensu inseminować całego stada. Początkowo stosowali hormonalną synchronizację rui, dziś pozwalają również naturze rządzić się swoimi prawami. Kozy w naturalnym okresie rui, przypadającym na koniec sierpnia i początek września, ustawia się w pobliżu kozłów. Wydzielane feromony sprawiają, że w ciągu 1–2 dni samice zaczynają wykazywać objawy rui. Podczas inseminacji zakłada się kozłowi specjalny fartuch z kredką i wpuszcza go do stada – kozioł zaznacza samice wykazujące zainteresowanie kryciem, co pozwala wytypować kozy do zabiegu. Rolnicy dysponują kamerami endoskopowymi, które umożliwiają precyzyjne przeprowadzenie całego procesu.

Stabilność produkcji przez cały rok

Stado podzielone jest na cztery grupy technologiczne, a co za tym idzie – wykoty odbywają się cztery razy w roku. Dzięki temu przez cały rok Pająkowie produkują podobne ilości mleka, co dla stabilności, której brakowało im przez lata, jest kluczowe. „Jedna koza przeważnie rodzi jedno małe, ponieważ plenność jest na poziomie 1,8. Zdarzyły nam się już jednak czworaczki” – zwraca uwagę Andrzej Pająk.

Nagrody i uznanie

Gospodarstwo było wielokrotnie nagradzane, a wejście w program „Opolskie ze smakiem” pomogło nawiązać wiele współpracy. Historia Anety została dostrzeżona – przyjęła akt powołania do Forum Kobiet Powiatu Głubczyckiego, a w tym roku odebrała nagrodę „Polka XXI wieku” za przedsiębiorczość. Ich rodzinne motto – „Zdrowie zaczyna się tam, gdzie początek ma nasze mleko” – najlepiej oddaje to, co przez lata udało im się zbudować.

Fot. Pexels / Anna Shvets

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *