Kamil Nowicki nie urodził się na wsi. Wychował się w mieście, a rolnictwo znał głównie z wakacji spędzanych u babci, gdzie pomagał przy żniwach i wykopkach. Jak sam wspomina, od dziecka ciągnęło go do przyrody – był jedynym z wnucząt, który miał własny ogródek. Później jednak jego życie potoczyło się inaczej: zamieszkał w Łodzi i podjął pracę w międzynarodowej firmie transportowo-logistycznej, gdzie zajmował się reklamacjami w transporcie krajowym i międzynarodowym. Praca wiązała się z ciągłym stresem i kontaktem z niezadowolonymi klientami. – Byłem taką osobą pod ostrzałem z każdej strony – mówi Kamil. Po latach pojawiła się refleksja, że to nie jest życie, którego pragnie. – Chciałem poczuć namiastkę wolności i uciec z korporacji w naturę – dodaje.
Tak zaczęła się historia Farmy Bergamutka. Początkowo był to niewielki ogródek o powierzchni około 70 m². W czasie pandemii COVID-19 Kamil pracował z domu, a jego żona prowadziła firmę z branży eventowej, która również odczuła ograniczenia. Na podwórku zaczęli organizować wydarzenia dla dzieci. Mieszkańcy miasta przyjeżdżali, szukając przestrzeni na świeżym powietrzu, a uwagę gości przyciągał ogródek Kamila. – Każdy zawsze stał pod płotkiem i dopytywał, czy może sobie coś tam wziąć dla siebie. Więc rozdawałem, rozdawałem, aż w końcu stwierdziłem, że zrobimy coś większego – opowiada.
To „coś większego” znalazło się kilka kilometrów dalej. Kamil z żoną wydzierżawili większe pole w Mikołajewicach w gminie Lutomiersk. Dziś Farma Bergamutka zajmuje ponad 7000 m², z czego około 5000 m² stanowią uprawy. To niewielka powierzchnia w porównaniu z tradycyjnymi gospodarstwami, ale Kamil nie próbuje konkurować ilością – postawił na różnorodność. – Mam taki mały warzywniak na polu. Generalnie uprawiamy wszystko to, co ludzie na co dzień potrzebują do zrobienia obiadów – mówi. Na farmie rosną pomidory, ogórki, papryka, cukinia, marchew i warzywa do włoszczyzny, a także arbuzy, dynie i melony. Do tego truskawki, maliny, zioła, lubczyk, oregano i rabarbar.
Nie każdy metr ma zarabiać
Jednym z charakterystycznych elementów Farmy Bergamutka są kwiaty. Kamil nie chce, żeby jego gospodarstwo było tylko miejscem produkcji. – Mam taki zmysł, że chcę, żeby było ładnie. Ładnie i praktycznie. Nie da się zawsze zrobić tak, żeby było i praktycznie, i ładnie, więc jest kompromis – tłumaczy. Dlatego na farmie jest dużo kwiatów, trawy i przestrzeni do odpoczynku. To tutaj organizowane są koncerty i wydarzenia. Goście mogą usiąść na kocu na trawie, zamiast spędzać czas w typowej przestrzeni eventowej. Kwiaty mają jednak nie tylko dekoracyjne znaczenie. – To też bioróżnorodność, która w rolnictwie ekologicznym jest taka istotna – podkreśla Kamil.
Samoobsługowe sklepiki zamiast targowiska
Sprzedaż była dla Kamila kolejnym wyzwaniem. Nie chciał jeździć na targowiska. – Nie czuję chyba za bardzo tego klimatu szykowania wszystkiego i jechania na jeden dzień na targ – przyznaje. Początkowo przy domu stanął parasol, pod którym można było kupić produkty. Szybko okazało się jednak, że trzeba znaleźć lepszy sposób. Pomysł przyszedł podczas wyjazdu do Austrii, gdzie Kamil zobaczył sklepik działający bezpośrednio przy gospodarstwie. Podobne rozwiązania obserwował podczas rowerowych podróży po Polsce. Dziś Farma Bergamutka ma dwa samoobsługowe sklepiki: jeden w Prusinowiczkach, przy domu Kamila, drugi przy polu w Mikołajewicach.
Sklepiki działają bez sprzedawcy. Klient wchodzi, wybiera produkty, waży je i zapisuje zakup w specjalnym zeszycie. Przy każdym produkcie znajduje się informacja, czy cena dotyczy sztuki, opakowania czy kilograma. Można zapłacić gotówką albo BLIK-iem. Jest również rozwiązanie dla osób, które nie mają odliczonej kwoty. – Jest jeszcze jeden sposób płatności, taki na zeszyt. Ktoś wpisuje, co wziął, podaje swoje dane i przy następnych zakupach oddaje już odliczoną kwotę – wyjaśnia Kamil. Sklepiki mają lodówki, wagi, oświetlenie i wszystko, co potrzebne do samodzielnego zrobienia zakupów. Działają przez cały sezon 24 godziny na dobę. – Trochę jak paczkomat. Możemy przyjechać, kiedy chcemy – mówi rolnik.
Model sprzedaży okazał się na tyle wygodny, że większość klientów zaczęła przyjeżdżać bezpośrednio na farmę. Lokalizacja bardzo temu sprzyja. Dom Kamila znajduje się około 15 minut od granic Łodzi, a pole jest kilka minut dalej. Farma leży również przy drodze, którą regularnie przejeżdżają mieszkańcy okolic. – Mamy bardzo dobrą lokalizację. Jesteśmy bardzo blisko dużego miasta, więc nie jest problemem, żeby ktoś do nas przyjechał – mówi Kamil. Nie oznacza to jednak, że całkowicie zrezygnował z dostaw. W każdy piątek przygotowuje zamówienia dla klientów z Łodzi. Produkty można zamawiać przez stronę farmabergamutka.pl, a następnie odebrać w wyznaczonych punktach. Ceny są takie same jak w samoobsługowych sklepikach, np. burak czerwony i dynia hokkaido 7 zł za 1 kg, pęczek marchwi – 7 zł, papryka 15 zł za 1 kg, kolba kukurydzy 7 zł za sztukę, arbuz 10 zł za 1 kg, jajko za 2 zł, bukiet kwiatów – 30 zł, zioła: pęczek bazylii czy lubczyku za 7 zł.
Zaufanie zamiast kasy fiskalnej
Przy takim systemie sprzedaży najważniejsze jest zaufanie. Kamil prowadzi farmę od 2022 roku i, jak mówi, dotychczas nie miał problemów z kradzieżami. – Nie było żadnych sytuacji, że coś jest nie tak, że ktoś coś ukradł i tak dalej – mówi. Klienci przyjeżdżają, robią zakupy i sami rozliczają się z gospodarstwem. Dla właściciela oznacza to jedno: nie musi cały dzień stać za ladą.
Skoro Kamil nie jeździ z warzywami na targowiska, musi inaczej dotrzeć do klientów. Tutaj kluczową rolę odgrywają media społecznościowe. Farma Bergamutka jest aktywna w internecie, a Kamil regularnie pokazuje, co aktualnie rośnie na polu, co można kupić w sklepikach i co dzieje się na farmie. Dużą wagę przywiązuje też do współpracy z innymi lokalnymi firmami. Wzajemne polecanie się i publikowanie wspólnych materiałów pozwala docierać do nowych odbiorców. – Media społecznościowe są dla nas bardzo ważne, bo nie mamy stoiska na targu. Musimy pokazać ludziom, co u nas jest i dlaczego warto do nas przyjechać – podkreśla Kamil.
Ekologia bez certyfikatu
Farma prowadzona jest metodami ekologicznymi, ale Kamil wyraźnie zaznacza, że nie posiada certyfikatu produkcji ekologicznej. – Pierwotnie uprawa warzyw miała być dla naszej rodziny i chcieliśmy, żeby to wyglądało właśnie tak. Ekologia mnie kręci i lubię się w to bawić – mówi. Na farmie wykorzystywane są nawozy naturalne oraz rozwiązania biologiczne, m.in. pożyteczne mikroorganizmy i grzyby. Chodzi o Trichodermę, czyli pożyteczne grzyby naturalnie występujące w glebie i rozkładającej się materii organicznej. W rolnictwie i ogrodnictwie wykorzystuje się je m.in. do wspierania zdrowotności roślin i ograniczania rozwoju niektórych chorób. Kamil korzysta także z obornika od zaprzyjaźnionego właściciela koni. Wraz z pojawieniem się kur ma się to jeszcze bardziej zmienić.
Kury jako część zamkniętego obiegu
W tym roku na farmie pojawiło się około 150 niosek. Kury mają wybieg z wysianą trawą pastewną, który jest podzielony na strefy. Ptaki są przenoszone mniej więcej co dwa tygodnie, dzięki czemu jedna część wybiegu może się zregenerować. Dostają także warzywa, które nie trafią do sprzedaży. – Robimy selekcję. To, co zostanie, dajemy też kurom – tłumaczy Kamil. Podstawę żywienia stanowi również certyfikowana pasza ekologiczna. Obecnie od kur zbieranych jest około 100–110 jaj dziennie. Pomysł na ich sprzedaż również pojawił się za sprawą klientów. – Bardzo dużo ludzi podpytuje właśnie o te jajka. Jak są jajka, marchewki i cebula, to wiadomo, że ktoś do tego coś jeszcze dobierze. To jest baza – mówi.
Kurnik Kamil wykonał sam, wykorzystując kontener morski. – Zbudowałem w tym roku eksperymentalny kurnik z kontenera morskiego – mówi. Na razie rozwiązanie się sprawdza, ale prawdziwym testem będzie zima. W planach są również kolejne ogrodzenia i wybiegi dla kur. Kiedy jakaś grządka zostanie wyłączona z produkcji, mają pojawić się tam kury. – Chcemy stworzyć taki obieg zamknięty – tłumaczy Kamil. Warzywa, których nie można sprzedać, mogą trafić do kur, a obornik z kurnika wróci na pole. To powrót do modelu, który przez lata był podstawą funkcjonowania wielu tradycyjnych gospodarstw.
Miejsce dla dzikich zwierząt i plany na przyszłość
Kamil chce również zwiększać bioróżnorodność. Na części działki zostawia rośliny przeznaczone dla dzikich zwierząt. Są tam m.in. aronie i borówki. W planach jest posadzenie kolejnych około 100 krzewów borówki oraz stworzenie niewielkiego sadu permakulturowego. Nie wszystkie metry mają więc przynosić bezpośredni dochód. I właśnie to odróżnia Farmę Bergamutka od klasycznego modelu gospodarstwa nastawionego przede wszystkim na maksymalizację produkcji.
Kiedy Kamil wspomina swoją dawną pracę, oddycha z ulgą, że tamten etap ma już za sobą. – Pracowałem w piwnicy, w jakichś czterech ścianach. Przy samej bramie wjazdowej setki tirów jeździły codziennie – wspomina. Dziś zamiast tego ma warzywa, kwiaty, kury i ludzi przyjeżdżających na zakupy. Organizuje również koncerty, wydarzenia i warsztaty. Jego żona wcześniej zajmowała się branżą eventową, więc doświadczenie przy organizacji imprez przydało się w nowym miejscu. Rodzina znalazła tu swoje miejsce. Syn gra na perkusji, córka śpiewa. Mama pomaga przy farmie, m.in. przy selekcjonowaniu warzyw przeznaczonych do sprzedaży.
Początki nie były jednak łatwe. Szczególnie dla człowieka, który przychodził do rolnictwa z miasta. – W rodzinie na początku mówili na mnie „chłopok”. „Chłopok z miasta. Chłopok, co ty tam wiesz?” – wspomina Kamil. Dziś patrzą na jego działalność inaczej. – Może rzeczywiście robi inaczej niż my, ale coś tam mu się sprawdza – mówią inni rolnicy o Kamilu.
Farma Bergamutka nie jest wielkim gospodarstwem nastawionym na produkcję setek ton jednego gatunku. Nie ma też klasycznego stoiska na targowisku. Ma za to własny pomysł. Kamil Nowicki stworzył gospodarstwo, w którym produkcja jest tylko jednym z elementów całej układanki. Warzywa i owoce trafiają do samoobsługowych sklepików. Kury znoszą jajka i w przyszłości mają dostarczać także naturalnego nawozu. Kwiaty przyciągają klientów i zwiększają różnorodność. Media społecznościowe pozwalają utrzymywać z nimi stały kontakt. A wydarzenia sprawiają, że ludzie przyjeżdżają na farmę nie tylko po zakupy. Na razie Kamil nie chce jednak na tym poprzestać. Mimo ograniczonej powierzchni planuje kolejne tunele i nowe nasadzenia. Bo kiedy raz uciekło się z korporacji na własne pole, trudno chyba przestać wymyślać, co jeszcze można na nim stworzyć.
