Zaufanie do dealera ważniejsze niż marka ciągnika – doświadczenia rolnika

Zaufanie do dealera ważniejsze niż marka ciągnika – doświadczenia rolnika

Pierwszy zakup wyznacza kierunek

Wielu rolników, widząc w jednym gospodarstwie kilka ciągników tej samej marki, zakłada, że od początku był to świadomy wybór. Robert Szymczak, doświadczony rolnik, przedstawia jednak inną perspektywę. W jego przypadku kluczową rolę odegrały pierwsze kontakty ze sprzedawcą oraz zaufanie, które wtedy się narodziło. Jak sam mówi: „Dlaczego Jeleń? Człowiek coś tam wybierał, miał jakieś preferencje, ale podejrzewam, że gdyby sprzedali mi pierwszego New Hollanda, to miałbym same New Hollandy. Gdyby to był Ferguson, to miałbym same Fergusony”. Pierwszy ciągnik to nie tylko maszyna – to fundament przyszłych decyzji zakupowych. Jeśli sprawdzi się w pracy, rolnik nie zaczyna od nowa: zna markę, dealera i wie, gdzie szukać części czy serwisu.

Ludzie za marką

Szymczak podkreśla, że o wyborze zadecydowało przede wszystkim podejście sprzedawcy. Cena nie była jedynym czynnikiem. Przy dużych inwestycjach liczy się, czy po drugiej stronie stoi osoba godna zaufania. „Najlepiej nas potraktował sprzedawca, zyskał nasze zaufanie, zrobiło się interes” – wspomina. To właśnie ta relacja przełożyła się na późniejsze decyzje. W rolnictwie marka ma znaczenie, ale za nią muszą stać konkretni ludzie – ci, do których dzwoni się, gdy maszyna zawiedzie.

Cena w tonach zboża

Rolnik wraca też do zakupu pierwszego Johna Deere’a. Wtedy maszyna wydawała się bardzo droga, zwłaszcza po przeliczeniu na zboże. „Jak kupowaliśmy Johna Deere’a, ten ciągnik wydawał się bardzo drogi, bo kosztował 400 ton bardzo taniej pszenicy. To była pszenica po 430–450 zł” – opowiada. Dla rolnika cena nie jest abstrakcyjną kwotą z faktury, ale konkretem: ile ton zboża trzeba sprzedać, by udźwignąć taki wydatek. „Na owe czasy to był bardzo drogi ciągnik. No to teraz tania jest pszenica, ale co my dzisiaj możemy kupić za 400 ton pszenicy?” – pyta Szymczak. Tamten zakup przyniósł skok komfortu i możliwości, ale też stanowił poważne obciążenie finansowe.

Awaryjność – mit niezniszczalności

W dyskusjach o ciągnikach często pojawia się pytanie, która marka jest najmniej awaryjna. Szymczak studzi jednak proste odpowiedzi. „Opowiadamy, że ten lepszy, ten się nie psuje. No niestety psuje się wszystko” – mówi. Dodaje, że awarie zdarzają się w najmniej odpowiednich momentach: „Zazwyczaj jest taki dziwny traf, że nie psuje się jak stoi, tylko kiedy jest najbardziej potrzebny”. Zakup ciągnika to dopiero początek – prawdziwy test zaczyna się w sezonie, gdy każda godzina postoju kosztuje.

Serwis – ocena w praktyce

Szymczak zwraca uwagę, że przy maszynach rolniczych trudno ocenić serwis w dniu zakupu. Nowy ciągnik przez kilka lat powinien pracować dobrze, ale decyzję o marce podejmuje się dziś, a jakość obsługi sprawdza dopiero później. „O tych serwisach, jaki kto ma, sąd dokonuje się w praniu” – mówi. Podkreśla, że w serwisie też pracują ludzie, którzy mają lepsze i gorsze dni. „Tam też ludzie pracują. Też mają różny dzień, my też mamy raz lepsze dni. Czasami im coś nie pójdzie. To są też ludzie, tacy sami jak my” – dodaje. Mimo to serwis pozostaje jednym z najważniejszych kryteriów wyboru.

Najtrudniejsze pytanie

Przy wyborze ciągnika Szymczak radzi kierować się serwisem, ale przyznaje, że to niełatwe. „Zdecydowanie polecam kierować się serwisem, tylko teraz pytanie za tysiąc punktów: dzisiaj kupuję nowy ciągnik, teoretycznie parę lat powinien chodzić dobrze. Skąd zgadnąć dzisiaj, jaki za parę lat będzie serwis?” – pyta. Rolnik może porównać moc, wyposażenie, cenę, finansowanie i opinie, ale nie ma pewności, czy za kilka lat serwis nadal będzie działał tak samo dobrze. Przy dużym zakupie wybiera się więc nie tylko ciągnik, ale także ludzi, do których trzeba będzie zadzwonić, gdy maszyna stanie w najgorszym momencie.

Fot. Pexels / Ofir Eliav

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *