Dziennikarka z Warszawy wraca w wolne do obory. Anna Pawelec pokazuje prawdziwe życie na wsi

Dziennikarka z Warszawy wraca w wolne do obory. Anna Pawelec pokazuje prawdziwe życie na wsi

Anna Pawelec na co dzień pracuje w Warszawie jako dziennikarka telewizyjna. Prowadzi rozmowy z politykami i ekspertami, a jej zawodowe życie od lat związane jest z mediami. Mimo to regularnie wraca w rodzinne strony na Podkarpacie, gdzie jej rodzina prowadzi gospodarstwo rolne. Czasem budzik dzwoni o trzeciej nad ranem, a ona musi zdecydować, czy po nocnej pracy w telewizji wsiąść w samochód i ruszyć w kilkugodzinną drogę.

Od kilku hektarów do 80 hektarów

Gospodarstwo, w którym wychowała się Anna, leży w powiecie lubaczowskim, w gminie Cieszanów, niedaleko granicy z Ukrainą. Rodzice zaczynali od kilku hektarów i trzech–czterech krów. W niewielkim drewnianym domu mieszkała wtedy babcia oraz czwórka dzieci. Z czasem rodzina szukała kierunku produkcji — uprawiano porzeczki i tytoń.

Dziś gospodarstwo liczy 80 hektarów, z czego około 45 hektarów to grunty orne, a 35 hektarów stanowią łąki i pastwiska. Stado liczy 60 sztuk bydła mlecznego, w tym 35 krów dojnych. Brat Anny rozpoczął budowę nowej obory, ale na razie zwierzęta przebywają w mniejszych budynkach, a wiele prac wykonuje się siłą mięśni.

Między studiem telewizyjnym a oborą

Po maturze Anna wyjechała na studia dziennikarskie do Warszawy. Tam założyła rodzinę i związała się zawodowo z mediami. Jak sama opowiada, po przyjeździe na wieś przebiera się w ubrania robocze i to daje jej namiastkę powrotu do zwykłej rzeczywistości.

„Przebieram się w ubrania robocze i to daje mi taką namiastkę powrotu do zwykłej rzeczywistości, do normalnego życia” — mówi Anna Pawelec.

To właśnie ten kontrast sprawił, że zaczęła pokazywać gospodarstwo w mediach społecznościowych. Jej zdaniem internet pokazuje życie bardzo wybiórczo — idealne mieszkania, wakacje, ubrania i kadry. Dlatego zamiast wystylizowanych zdjęć nagrywa gwiżdżący czajnik na kuchence kaflowej, pracę przy zwierzętach, zbieranie jajek czy prace polowe.

Zwykłe rzeczy, które zaskakują

Początkowo Anna nie planowała rolniczego profilu. Któregoś razu ktoś namówił ją, żeby nagrała relację z rodzinnego życia na wsi. Najpierw była to relacja, która zniknęła po 24 godzinach, później rolka. Reakcje ją zaskoczyły.

Jeden z filmów powstał zupełnie przypadkiem — Anna przejeżdżała samochodem obok plantacji tytoniu i postanowiła ją pokazać. Osoby w wieku 50–60 lat pisały, że pierwszy raz w życiu widziały tę uprawę. Podobnie było z poidłem dla krów, z którego zwierzę może napić się wody, naciskając nosem odpowiedni element. Dla gospodarzy to nic nadzwyczajnego, dla części odbiorców — fascynująca „mechanizacja”.

Doświadczenie z Norwegii i praca w gospodarstwie

Anna jeździła ciągnikiem już jako dziecko — tata sadzał ją za kierownicą i pokazywał, co ma robić. W gospodarstwie dzieci miały obowiązki odpowiednie do wieku: pracę przy krowach, przenoszenie baniek z mlekiem, pomoc przy oborniku.

Podczas studiów wyjeżdżała do pracy na farmę mleczną w Norwegii, gdzie opiekowała się około 30 krowami i kilkudziesięcioma bykami. Gospodarze początkowo mieli obawy — wcześniej pracował u nich brat Anny, a kiedy przestał przyjeżdżać, polecił siostrę.

„Mieli trochę obaw, bo dziewczyna, bo dwudziestoletnia. Myśleli, że będzie dwie godziny w oborze, a trzy w łazience” — śmieje się Anna.

Wracała do Norwegii przez kolejne lata, aż jej miejsce zajęły roboty.

Produkcja i codzienna praca

Gospodarstwo utrzymuje się z produkcji rolnej. Na gruntach ornych uprawiane są zboża, kukurydza i buraki cukrowe. Kukurydza — około 3,5 hektara — przeznaczona jest na kiszonkę dla krów. Ziarno zbóż trafia do przygotowywania paszy, a część może być sprzedana do pobliskiej piekarni. Mleko odbierane jest przez mleczarnię, zboże trafia do skupów. Rodzina nie prowadzi sprzedaży bezpośredniej.

W domu są kury — nie na sprzedaż, ale dla rodziny. Anna zauważa, że kiedyś krowy i kury były niemal w każdym gospodarstwie, a dziś krów w okolicy praktycznie już nie ma. Jej rodzinne gospodarstwo jest jednym z niewielu, w których nadal utrzymuje się bydło mleczne.

Rolnicze doświadczenie w pracy dziennikarskiej

Wiedza o gospodarstwie przydaje się Annie także zawodowo. Przygotowując materiał o rolnictwie, może zadzwonić do taty lub brata i zapytać o ceny nawozów, paliwa czy sytuację rynkową. Nie zastępuje to danych, ale daje jej realny punkt odniesienia.

Anna podkreśla, że rolki pokazują tylko fragment rzeczywistości. Poza kamerą zostają godziny pracy, dojenie krów, karmienie zwierząt, obornik, pola i kiszonka. Część komentarzy ją bawi — niektórzy odbiorcy są przekonani, że rolnicy pracują wyłącznie w klimatyzowanych kabinach najnowocześniejszych maszyn.

Połączenie dwóch światów

Dziś Anna nadal dzieli życie między Warszawę i rodzinną wieś. Nie planuje porzucać dziennikarstwa, ale zastanawia się, jak w przyszłości połączyć oba światy. Zna pracę w mediach i wie, jak opowiadać historie, a jednocześnie rozumie gospodarstwo od środka.

„Myślę, że mogę pokazywać i promować rodzinne gospodarstwa rolne, które jednak w Polsce przeważają. Takie jak nasze, gdzie za produkcją żywności stoją konkretni ludzie, rodziny, często całe pokolenia” — mówi Anna Pawelec.

I właśnie dlatego o trzeciej nad ranem w Warszawie może zadzwonić budzik. Można zostać w ciepłym łóżku. Albo wypić kawę, wsiąść do samochodu i pojechać kilkaset kilometrów, żeby rano założyć robocze ubrania.

Fot. Pexels / yavuz selim korku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *