Sylwester Żelechowicz, gospodarujący na 42 hektarach we wsi Grochówka w gminie Zbuczyn (powiat siedlecki), to nie tylko rolnik, ale również radny gminy oraz członek Rady Powiatowej Mazowieckiej Izby Rolniczej Powiatu Siedleckiego. Jego gospodarstwo, choć niegdyś oparte na hodowli bydła i produkcji pieczarek, dziś koncentruje się wyłącznie na produkcji roślinnej. Z 42 hektarów, 10 stanowią łąki, a 32 to grunty orne, na których uprawia zboża.
Od hodowli do produkcji roślinnej
Rezygnacja z bydła nie oznacza, że łąki straciły na znaczeniu. Jak wyjaśnia sam rolnik, nadal zbiera z nich pasze, które magazynuje, a w okresach suszy – gdy hodowcy poszukują siana lub sianokiszonki – sprzedaje je po korzystnych cenach. To elastyczne podejście pozwala mu utrzymać dochody bez konieczności trzymania zwierząt.
Nowe plany ogólne gmin – zagrożenie dla rozwoju wsi
Zdaniem Żelechowicza największym wyzwaniem dla gmin wiejskich są obecnie nowe plany ogólne (POG), które zastępują studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Dokumenty te, obowiązkowe do przyjęcia przez wszystkie gminy, mają wejść w życie do końca sierpnia 2026 roku. Gmina Zbuczyn, podobnie jak wiele innych, jeszcze ich nie uchwaliła – co radny nazywa „swoistym buntem”.
– Te plany zupełnie sparaliżują, wręcz zablokują inwestycje na wsiach – mówi Żelechowicz. – Mieszkańcy w wielu przypadkach nie będą mieli możliwości budowy domów na swoich działkach, mimo że są one położone w dobrej lokalizacji przy drogach asfaltowych z dostępem do mediów. Rolnicy będą mieli olbrzymie problemy, aby budować nowe inwestycje w postaci budynków inwentarskich czy też gospodarczych.
Według niego nowe przepisy uderzają nie tylko w rolników, ale również w lokalne firmy budowlane i przedsiębiorstwa współpracujące z rolnictwem. – To zahamuje rozwój rolnictwa, rozwój firm współpracujących z rolnikami, jak i działalność lokalnych firm budowlanych – dodaje.
„Zielona farba” i ograniczenia dla samorządów
Plan ogólny gminy określa, jakie tereny mogą być przeznaczone pod zabudowę. Gmina Zbuczyn jest duża obszarowo, ale odgórne limity – nazywane przez radnego „zieloną farbą” – pozwalają na wyznaczenie zaledwie około 10% powierzchni pod nowe inwestycje mieszkaniowe. – Można powiedzieć, że ile tej „zielonej farby”, tyle będzie wolności budowlanej – tłumaczy.
Konsekwencje mogą być dotkliwe dla właścicieli atrakcyjnych działek, którzy nie będą mogli na nich nic zbudować, co drastycznie obniży ich wartość. – Dojdzie do sytuacji, że ktoś ma atrakcyjną działkę i nie będzie mógł na niej nic pobudować, ta działka straci zupełnie na wartości – ostrzega.
Samorządy bez wpływu
Żelechowicz zwraca uwagę na coraz mniejszą autonomię samorządów. – Dziś samorządy są bardzo zależne od władzy centralnej i mają coraz mniej do stanowienia. Kiedyś radni i wójtowie byli blisko ludzkich spraw, bo sami decydowali i podejmowali decyzje dobre dla swoich społeczności. Teraz poprzez narzucanie nam wszystkiego z góry czy to z władzy krajowej czy to z unijnej powoduje, że samorządy wykonują decyzje, które gdzie indziej zapadają. Jest to złe, bo to oddala władze od zwykłych ludzi – podkreśla.
Jego zdaniem nowe plany ogólne są niepotrzebne, ponieważ lokalne władze doskonale znają realia i nie wydałyby pozwolenia na budowę w miejscach zupełnie do tego nieprzygotowanych. – Te nowe plany są zupełnie niepotrzebne, bo przecież wójtowie ani radni nie są oderwani od rzeczywistości i nie dadzą pozwolenia na budowę w zupełnej dziczy – kończy Sylwester Żelechowicz.
Sprawa ta wpisuje się w szerszą debatę o kierunkach rozwoju polskiej wsi, gdzie coraz częściej słychać głosy o potrzebie większej elastyczności planistycznej i uwzględniania lokalnych uwarunkowań. Czy nowe przepisy rzeczywiście zahamują rozwój obszarów wiejskich? Czas pokaże, ale już dziś budzą one wiele kontrowersji wśród samorządowców i rolników.
Fot. Pexels / Patryk
