Sąd Okręgowy w Opolu utrzymał wyrok wobec hodowców z Domaszkowic. Kary w zawieszeniu są prawomocne

Sąd Okręgowy w Opolu utrzymał wyrok wobec hodowców z Domaszkowic. Kary w zawieszeniu są prawomocne

Sprawa sześciorga hodowców trzody chlewnej z Domaszkowic, która od miesięcy budziła emocje w środowisku rolniczym, doczekała się prawomocnego rozstrzygnięcia. Sąd Okręgowy w Opolu utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Nysie, skazujący członków rodziny Bulików na kary pozbawienia wolności w zawieszeniu. Jednocześnie sąd odwoławczy cofnął nakaz publikacji treści wyroku w lokalnej prasie.

Geneza sprawy

Rodzina Bulików prowadzi hodowlę trzody chlewnej w obiektach po dawnej rolniczej spółdzielni produkcyjnej w Domaszkowicach, w powiecie nyskim. Formalnie działalność podzielona jest na sześć odrębnych chlewni, współpracujących jako niewielka grupa producencka. Łącznie w budynkach może przebywać jednocześnie około 8 tysięcy świń. Hodowla prowadzona jest w cyklu otwartym i systemie bezściółkowym.

Od dłuższego czasu mieszkańcy Domaszkowic oraz sąsiednich Kubic skarżyli się na uciążliwy odór gnojowicy, napływający znad chlewni i z pól, na które wywożono nawóz. Ferma była kontrolowana przez wiele instytucji, jednak protesty nie ustawały. Ostatecznie Prokuratura Rejonowa w Nysie sporządziła akt oskarżenia, zarzucając hodowcom zanieczyszczenie powietrza w związku z prowadzoną działalnością.

Zarzuty i wyrok pierwszej instancji

Według prokuratury w okresie od lipca 2020 r. do 19 lipca 2023 r. z pól nawożonych gnojowicą, pomieszczeń inwentarskich oraz miejsc gromadzenia odpadów emitowane były odory, w tym amoniak i siarkowodór. Miały one negatywnie wpływać na samopoczucie i zdrowie mieszkańców oraz obniżać jakość powietrza. Hodowcom postawiono zarzut popełnienia przestępstwa z art. 182 § 1 Kodeksu karnego.

W styczniu 2026 r. Sąd Rejonowy w Nysie uznał wszystkich sześcioro oskarżonych za winnych. Co istotne, sąd rozszerzył opis czynu w stosunku do zarzutów z aktu oskarżenia – prokuratura mówiła o zanieczyszczeniu powietrza, natomiast sąd uznał, że poprzez odprowadzanie gnojowicy do gruntu, która przedostawała się do wód, zanieczyszczano także wodę i powierzchnię ziemi.

Każdy z oskarżonych został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na rok. Dodatkowo każdy miał zapłacić 10 tys. zł nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz pokryć koszty sądowe. Sąd nakazał również podanie wyroku do publicznej wiadomości.

Ustalenia sądu

Zdaniem sądu problemem nie była sama hodowla świń ani typowe dla niej zapachy, lecz sposób zagospodarowania ogromnych ilości gnojowicy. Sąd ustalił, że była ona wylewana w nadmiernych ilościach, również poza dozwolonym terminem, podczas deszczu i na zamarzniętą ziemię, a także do rowów, lasu, na drogi i do kanalizacji burzowej. W efekcie miało dochodzić do zanieczyszczenia ziemi, wód powierzchniowych i powietrza oraz powstania zagrożenia dla zdrowia mieszkańców.

W uzasadnieniu wyroku sąd przywołał wcześniejsze sprawy karne i wykroczeniowe związane z prowadzeniem gospodarstwa, w tym wyrok z 2019 r. dotyczący wycieku gnojowicy do kanalizacji deszczowej, a następnie do Domaszkowickiego Potoku. Wskazywano też na przypadki wylewania gnojowicy poza dopuszczalnymi terminami oraz problemy z udokumentowaniem sposobu jej zagospodarowania. Podczas wizji lokalnej w 2022 r. urzędnik starostwa oszacował, że na jednym z pól zastosowano równowartość 653,18 kg azotu na hektar przy limicie wynoszącym 170 kg. Tych wyliczeń nigdy jednak nie zweryfikowano ani nie potwierdzono. Nie przeprowadzono również badań olfaktometrycznych, które obiektywnie określiłyby skalę uciążliwości zapachowej.

Apelacje i stanowisko hodowców

Hodowcy od początku nie zgadzali się z wyrokiem i złożyli apelacje. Przekonywali, że sąd błędnie potraktował prowadzone przez członków rodziny gospodarstwa jako jedną fermę, podczas gdy – jak argumentowali – były to odrębne, legalnie funkcjonujące gospodarstwa. Miały to potwierdzać wcześniejsze kontrole i decyzje organów ochrony środowiska. Zarzucali sądowi również, że nie ustalił indywidualnej odpowiedzialności każdego z oskarżonych i nie wykazał, kto konkretnie, kiedy i gdzie miał wylewać gnojowicę w sposób powodujący zanieczyszczenie środowiska. Podnosili, że brakowało dowodów na wylewanie jej do rowów, lasów, na drogi czy do kanalizacji burzowej, a także specjalistycznych badań potwierdzających zanieczyszczenie powietrza oraz związek między działalnością hodowców a dolegliwościami zgłaszanymi przez mieszkańców. Obrona zakwestionowała również ustalenia dotyczące terminów i sposobu nawożenia pól oraz zarzuciła sądowi, że dopiero w wyroku rozszerzył opis czynu o zanieczyszczenie wód i powierzchni ziemi, ograniczając oskarżonym możliwość obrony. W apelacjach domagano się uniewinnienia, a ewentualnie uchylenia wyroku i ponownego rozpoznania sprawy.

Decyzja sądu odwoławczego

Sąd Okręgowy w Opolu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji, skazujący hodowców na kary więzienia w zawieszeniu. Cofnął jednak nakaz podania treści wyroku do wiadomości na łamach lokalnej prasy. Wyrok jest prawomocny.

Rajmund Bulik, głowa rodziny, nie kryje rozczarowania i zapowiada dalszą walkę.

– Myśmy byli przekonani, że nas uniewinnią, bo my mamy dokumenty, że tam nie ma zagrożeń. No ale to się nic nie liczy – mówi hodowca.

Jak przekazał, rodzina zamierza złożyć kasację. Podkreśla przy tym, że w innych postępowaniach dotyczących funkcjonowania chlewni Bulikowie uzyskiwali korzystne rozstrzygnięcia, a obecnie wraz z prawnikami analizują dalsze kroki.

Sytuacja obecna w Domaszkowicach

O to, jak obecnie wygląda sprawa odoru w Domaszkowicach, pytaliśmy telefonicznie sołtys Edytę Wąs. Jak mówi, sytuacja we wsi nieco się uspokoiła. Odór nie jest już tak intensywny jak wcześniej, jednak hodowla nadal funkcjonuje, a gnojowica jest wywożona na pola. Mieszkańcy ponownie zwracali się w tej sprawie do WIOŚ, ale – jak relacjonuje sołtys – otrzymali jedynie informację, że procedura trwa. Jej zdaniem ograniczenie uciążliwości wynika z obawy hodowców przed konsekwencjami wyroku.

Sprawa Bulików wpisuje się w szersze zjawisko obserwowane w Polsce od dłuższego czasu – coraz liczniejsze protesty osób, które z miast przeprowadziły się na wieś i którym przeszkadzają zapachy czy hałasy nieodłącznie związane z działalnością rolniczą. Konflikt między hodowcami a częścią mieszkańców trwa od wielu lat i dotyczy nie tylko odoru, lecz także sposobu funkcjonowania fermy i gospodarowania gnojowicą.

Fot. Pexels / Mark Stebnicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *